Wydawca: Godz ov War Productions
No dobra, jeśli zespół robi sobie foty promocyjne z psiakiem, to u mnie ma od razu +2,137 do oceny. A że jakiś czas temu zrezygnowaliśmy z wystawiania not, to będziecie sobie musieli sami wykminić, czy podoba mnie się ten Belith czy też nie. A jeszcze skoro o psach – na okładce jest chyba ten sam, ale w wersji wkurwionej – i już wiem, że on nie jest na łańcuchu (pewnie nawet ocieplaną budę ma), tylko te łańcuchy zrywa. No niech będzie. A teraz przejdźmy od kynologii do metalu.
Belith to zespół młody stażem ale i zapewne wiekiem, patrząc na foty. Zaryzykuję stwierdzenie, że nie wszyscy mogą tam już wypić piwko. Metalowy parytet poszedł się też jebać, bo stosunek kobiet do mężczyzn to 3 do 1. I w takim składzie grupa nagrała i wypuściła debiutancką EPkę „Hounds of Hell” – składającą się z czterech numerów (w tym trzy w tytule mają czworonoga!). Wygląda to tak, jakby chcieli mnie kupić samymi zwierzakami, ale nie ma tak łatwo. Muzycznie też pasowałoby coś sobą zaprezentować. A tutaj od razu powiem – jest różnie. Przede wszystkim słychać, że zespół jest jeszcze nieopierzony i chce złapać sporo srok za ogon, skoro już trzymamy się animalistycznych porównań. Pierwszy numer, „Shepherd of Wolves” to fajny track, w którym czuć inspiracje Desaster czy Destroyer 666. I chyba jest najlepszym na tym materiale – rasowy metal na dużej (jeszcze nie pełnej) kurwie. Choć solówkę można było sobie darować, bo niepotrzebnie rozwleka ten numer pod koniec.
Szczególnie, że potem energia trochę spada. W kolejnych numerach wjeżdża jak na mój gust zbyt dużo melodii, chwilami baaardzo nieporadnych riffów i znów – wciskania jakby na siłę różnych inspiracji. Czy ja w numerze tytułowym słyszę z lekka grunge’owe wtręty? Nie wykluczam, ale może innym słuchaczom skojarzy się to zgoła inaczej. Mamy też trochę heavy metalowych fragmentów i to byłoby OK, ale mam wrażenie, że aranżacyjnie trochę to nie zawsze do siebie pasuje. Rozumiem, młodzież jeszcze szuka i kombinuje i sprawdza różne rozwiązania. Całkowicie inaczej patrzy się na takie coś, niżby miały w ten sposób grać stare dziady lub przynajmniej muzycy w moim wieku. Belith jeszcze te rzeczy się po prostu wybacza i liczy, że kolejne albumy będą jednak spójniejsze.
No ale jak już powiedziałem, kupili mnie tym psiakiem. Daję im więc kredyt zaufania z racji tego, że to dopiero debiut i jeszcze kawał życia (również muzycznego) przed nimi. Póki co „Hounds of Hades” nie zachwyca, ale z drugiej strony daje też niebezpodstawne nadzieje, że od teraz będzie już tylko lepiej.
https://www.facebook.com/Belithband
https://www.facebook.com/godzovwarproductions





