Wydawca: Debemur Morti Productions
Archgoat to nazwa, która u wielu osób powoduje dreszcze. U jednych – bo przepadają za ich bezlitosną muzyką, zaś u drugich – bo ich bezlitosna muzyka miażdży ich wymuskane, metalowe gusta.
Ja należę zdecydowanie do pierwszej grupy i jestem bardzo kontent, że przypadło mi do zrecenzowania ich najnowsze dzieło, „The Luciferian Crown”. Zasadniczo niniejszą recenzję popełniam tylko gwoli karawaniarskiego obowiązku. U Finów nie zmieniło się nic – poziom bestialstwa znany z poprzednich wydawnictw został zachowany. Od szybkich partii po powolne walce – cały czas czuć, że ten album wyszedł spod palców braci Puolakanaho… choć tak po prawdzie to spod palców Ritual Butchera, który odpowiada za całość muzyki i tekstów. Jedynym odstającym od reszty utworem na „The Luciferian Crown” jest „Darkness Has Returned”, brzmiący jak trybut dla Bathory z pierwszych dwóch płyt – jest szybko, agresywnie i bardzo w black/speed metalowym stylu. To jedyny odróżniający się fragment tej płyty, pozostałe to już czysty Archgoat, z charakterystycznymi zwolnieniami, diabelską atmosferą i piekielną dumą. Tak, muzyka Finów zawsze kojarzyła mi się z takim bezwzględnym traktowaniem maluczkich z wyższością, gdzie muzycy spoglądają w dół i śmieją się z sardonicznym oburzeniem. Materiał brzmi bestialsko, ale niech do laryngologa idą ci, którzy uważają, że Archgoat łupie w war metalowym stylu – ich muzyka nie ma wiele wspólnego z rąbanką a’la Blasphemy. Przy całej agresji i brutalności twórczość Archgoat wyróżnia ponadto swoisty groove (tak, zdaję sobie sprawę jak bardzo to określenie nie pasuje do tej muzyki), ale tak jest.
Po tych peanach chyba spodziewacie się jaka będzie ocena. „The Luciferian Crown” to album, który koniecznie musi znaleźć się na Waszej półce.
Ocena: 10/10
Tracklist:





Zgadzam się z recenzentem. Kapela trzyma poziom od lat i na szafot tych, którzy myślą inaczej (maluczkich;)).
płyta roku