Ja nie wiem, skąd takie zespoły trafiają na łamy Chaos Vault. Nie pamiętam skąd ta płyta do mnie trafiła, ale swoje odleżała, bo ilekroć się zabierałem za nowy materiał Animations, odrzucało mnie od niego skutecznie.
Ale służba nie drużba, w końcu trzeba się zmierzyć z tym co przysłali, niełatwe jest życie recenzenta. A więc – Animations zajmuje się groove/metalcorem, a jak doskonale znacie mój gust, dalej od tego gatunku są chyba tylko gorzkie żale i pieśni maryjne. I tak też jest w przypadku „Definition of the Mad” – dostajemy takie niby agresywne granie, które w rzeczywistości naszpikowane jest melodiami, a wszystko leci na zasadzie zwrotki z „brutalnym” growlem, a po niej melodyjne i czyste refreny. I tak w zasadzie przez pięć numerów. Ja wiem, że to taka konwencja, natomiast rozmija się to całkowicie z tym, czego ja szukam w muzyce, więc nie poradzę, że z „Definition of the mad” mi nie po drodze. Podejrzewam, że mało który czytelnik Chaos Vault sięgnie po ten album, bo nie znajdzie tam raczej wiele dla siebie. Może poza okładką, jest spoko, choć kojarzy mi się z okładką książki „Dygot” Jakuba Małeckiego w jakimś sensie – ale to tak na marginesie.
No, to cieszę się, że mam już przygodę z Animations za sobą. Szkoda mojego i Waszego czasu. Teraz pora odpalić sobie jakiś metal, choćby nowy Archgoat. Hail Satan!





