Wydawca: High Roller Records
Alcoholator się spóźnił. Bo retro thrash już nie jest w modzie. To znaczy w Polsce jest, ale u nas wszystko jest z opóźnieniem. Z tym, że u nas za tą modą w większości podążają osobnicy, którzy nie mogą jeszcze samodzielnie kupić alkoholu.
A alkohol właśnie jest tematem przewodnim twórczości tych Kanadyjczyków. „Coma” zawiera dziesięć numerów i przeważająca większość z nich dotyka właśnie problemu społecznego jakim jest alkoholizm wśród młodzieży do sześćdziesiątego szóstego roku życia. Choć ja nie wiem, czy oni raczej go nie propagują, hehe – do muzyki, jaką gra Alcoholator aż się prosi o skrzynkę zimnego browara. Kanadyjczycy bowiem obracają się w sferze inspiracji zaczerpniętych niechybnie od fali thrashu z Bay Area oraz ich rodzimej Kanady (Razor i Exciter pozdrawiają nas z drugiego końca baru) i kilkoma elementami wziętymi z klasyki niemieckiego thrashopisarstwa. Jest więc czego słuchać. Szczerze, jakkolwiek podobnych zespołów jest krocie, tak Alcoholator nagrał całkiem niezły debiut. W porównaniu do takiego Blessed Curse, któych recenzowałem nie tak dawno, mają oni o wile więcej do zaoferowania wygłodniałym moshoholikom. U tych młokosów czuć przyjemność z grania, która – co lepsze – udziela się słuchaczowi. Może i jestem mało wybredny, ale łepetyna giba mi się przy Alcoholator, a o to przecież w pieprzonym thrash metalu chodzi.
Z czystym sumieniem polecam „Coma” każdemu odzianemu w dżinsową katanę maniakowi. Nie ważne, czy słucha on tej muzyki pół roku czy trzydzieści lat i pół roku. Solidny, thrashowy łomot. Zdrowie Alcoholator!
Ocena: 8/10
Tracklist:




