Wydawca: Comatose Music
Jak niedziela to niedziela, atakujemy sąsiadów – tych co do kościoła uciec nie zdążyli, hehe. Dziś wspomagać mnie w tym będzie Rosja (wydało się!) i jedna z jej kapel – brutal death metalowy Aborted Fetus.
Ruscy działają od 2000 roku i zdążyli już trochę materiałów nagromadzić przez ten czas. Jednak ja poznałem ich z chwilą otworzenia paczki od Steve’a z Comatose Music. Gość ma zazwyczaj dobre ucho jeśli chodzi o brutalny death metal i nie przeliczył się również w przypadku „Fatal Dogmatic Damage”. Krwisty, mięsisty, ciężki jak buldożer brutalny death metal wypełnia ten krążek po same brzegi. Akurat za tą odmianą death metalu nie przepadam, zazwyczaj wpuszczam takie krążki jednym uchem a wypuszczam drugim, ale Aborted Fetus wgniotło mnie w ziemię. Bez zbędnych introsów, sampli i tym podobnych zapychaczy, z których to zespoły brutal death metalowe uczyniły domenę swojej muzyki. No, może poza wstępem i zakończeniem, ale to już pikuś. Gitary mielą jak maszynka do mięsa, miażdżąc kości, chrząstki i co tam jeszcze się znajduje, a wokalista lekko świniakując wykwikuje nam wprost do ucha urocze strofy, choć – o dziwo – nie wszystkie traktują o rzeźnickich wybrykach. Muzyka Aborted Fetus ma groove, który przeze mnie wymagany jest w przypadku takich kapel – dzięki temu właśnie „Fatal Dogmatic Damage” słucha się przyjemnie. A przynajmniej jeśli ktoś przez przyjemność rozumie dokonania Deeds Of Flesh czy amerykańskiego Disgorge.
Porządny ten materiał. Mówię Wam. Jeśli więc chcecie umilić niedzielne przedpołudnie sąsiadom, Aborted Fetus jest jak znalazł. Nie wiem, czy moi już pukają do drzwi, bo właśnie trzeci raz dzisiaj obraca się ten krążek i jest trochę głośno…
Ocena: 8/10



