Wydawca: Prophecy Productions

Na Darkher wpadłem w zasadzie przypadkiem, a potem się okazało, że jeden BDB kolega polecał i był zdziwiony, że nie znam tak dojebanej muzyki. No ja też się zdziwiłem, ale wiecie, jak wysyłają Wam gówna do recenzji, to perełki przechodzą bokiem. Ale tę wychwyciłem.

Zespół nazywa się Darkher… choć właściwie Darkher to pseudonim kobiety stojącej za większością muzyki na tym albumie, wspierającej się pomocą perkusisty i sesyjnych muzyków. Pochodzi o ile się nie mylę z Anglii. Najnowszy krążek, który mam przyjemność właśnie recenzować, nosi tytuł „The Buried Storm” – składa się z ośmiu numerów, które są mieszanką doom metalu, folku, piękna, smutku i tajemnicy. Może i brzmię jak egzaltowana nastolatka, jednak po wielu, naprawdę wielu sesjach z Darkher, mam po temu powody. Muzyka Darkher to podróż podczas której podziwiacie surowe, ale piękne krajobrazy, osnute mgłą, przysłonięte chmurami. Pewnie część z Was posłucha tego i powie, że to nawet nie jest kurwa metal. No może i nie – gitary owszem tutaj są, ale mocno stonowane, często schodzą na drugi plan, ale czasem jak w „Lowly Weep” pełnią bardzo ważną rolę. Są przy tym totalnie nisko nastrojone, chropowate, jakby za pomocą strun muzycy chcieli orać ziemię. Ale po chwili te gitary znikają i przechodzą w czyste, wspaniałe dźwięki, delikatnie zaznaczające swoją obecność.  No w końcu wokale – Jayn aka Darkher ma cudowny głos. Bardzo eteryczny, zwiewny i delikatny. Mógłbym się w niej zakochać tylko na podstawie tego, jak ona śpiewa. Pod tym względem przypomina mi trochę Lerę Lynn, ale może to tylko moje własne skojarzenie. Tak czy inaczej, jej wokal stanowi równie ważną część całej muzyki – to on przelewa cały ten smutek i melancholię, których olbrzymie pokłady oferuje nam muzyka Darkher. One Was też pochłoną, jeśli im tylko na to pozwolicie, przy czym zrobią to w piękny sposób, gwarantuję Wam. Wystarczy, że włączycie sobie taki numer jak „Immortals” – piękno, smutek, niepokój, może i nadzieja – to wszystko znajdziecie w tym prostym utworze. W ogóle dość często pada tu słowo „piękno”, ale przez cały czas trwania drugiej płyty Darkher nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ona jest po prostu piękna. Przede wszystkim jest piękna.

Bo ja jestem muzyką Darkher oczarowany. Dawno nie słyszałem płyty, która by trącała te moje wrażliwsze struny duszy – inna rzecz, że ostatnio nie mam nastroju na takie granie. Jednak „The Buried Storm” nie mogłem się oprzeć. Czuję też, że nie odkryła jeszcze przede mną wszystkich kart i moja podróż z tym albumem tak naprawdę dopiero się zaczęła…

Ocena: 10/10

Tracklist
1. Sirens Nocturne
2. Lowly Weep
3. Unbound
4. Where the Devil Waits
5. Love’s Sudden Death
6. The Seas
7. Immortals
8. Fear Not, My King

Oracle
19337 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Chainlacing „Messuage”Recenzje

Chainlacing „Messuage”

BartBart18 września 2026
Jóse Luis Cano Barrón „Sarcófago. Sex, Drinks & Metal”Recenzje

Jóse Luis Cano Barrón „Sarcófago. Sex, Drinks & Metal”

OracleOracle16 września 2026
Warfist „Totengasse”Recenzje

Warfist „Totengasse”

BartBart15 września 2026

One Comment

Skomentuj