Wydawca: Soulseller Records
Powiem Wam szczerze, że nie spodziewałem się po tych Finach aż tak dobrego albumu. Serio.
To było tytułem wstępu, by zaostrzyć Wam apetyt na czytanie dalszej części recenzji nowego krążka Black Crucifixion. Nie znam ich debiutu, ale mam w kolekcji demo oraz album live, które choć dobre, to nie krzyczą do mnie z półki – „odsluchaj nas, odsłuchaj nas, do chuja!”. Za to „Hope Of Retaliation” jakoś tak na mnie wpływa, że chętnie sięgam poń. W zasadzie muzyka Black Crucifixion nie jest łatwa do jednoznacznego sklasyfikowania. Zasadniczo można by nazwać to black metalem, ale obecnie jest to dość oględne stwierdzenie. Przede wszystkim – krążek podzielony jest na dwie niejako części – cztery nowe kawałki i pięć kawałków koncertowych. Muzyka Black Crucifixion jest dość trudna do porównania do jakichkolwiek innych kapel, może z wyjątkiem tego, że czuć w wielu miejscach ducha Celtic Frost – tak w kompozycjach, jak i w wokalu Forna. Szybkie tempa mieszają się tu z wolnymi, a melancholia z wściekłością. Niekiedy na myśl przychodzi nasze rodzime Christ Agony. Poszczególne utwory są dość długie i rozbudowane, dlatego tak wiele emocji udaje się kapeli w nich przemycić. Podobnie jest zresztą w kawałkach koncertowych – posłuchajcie zajebistego wstępu do „Master Spirit”. Albo całego „Serpent Of Your Holy Garden” – moc, wyobrażam sobie, jak musieli ich przyjąć na tym gigu. Niesłychana energia, ale i majestatyzm tej muzyki (między innymi dlatego kojarzy mi się ze wspomnianymi już Szwajcarami) są bez dwóch zdań głównymi siłami napędowymi Black Crucifixion.
Każdego, kto jeszcze nie poznał tego zespołu zachęcam do sięgnięcia po ich najnowsze wydawnictwo, bo naprawdę warto. Podejrzewam, że gdyby nie odpuścili sobie grania na długi czasu, dziś byliby o wiele większą nazwą.
Ocena: 8,5/10
Tracklist:




