Wydawca: Godz ov War Productions
Dziś krótka lekcja o tym, jak spierdolić wydawnictwo. Tak tak, dobrze czytacie – ktoś tu chyba na własne życzenie sprawił, że przyzwoity materiał stał się praktycznie niesłuchalny.
Jako żywo jest to casus zespołu Phalanx Inferno. Jeśli słabo kojarzycie – mocnym selling pointem tej hordy jest pałker, który niszczy naciągi w Malevolent Creation czy Perdition Temple. A mamy tutaj też muzyków Morbosidad czy Trench Warfare. I generalnie Phalanx Inferno uważam za porządny zespół – muzycznie poruszają się mniej więcej w sferze death metalu z Florydy, szczególnie Morbid Angel, ale usłyszycie tutaj również i Nile i Necrovore, ale też sporo bardziej technicznych kapel jak Hate Eternal. Chaotyczne, techniczne ale z odpowiednią dawką słyszalnego bluźnierstwa granie. I spoko, nie powala mnie może na glebę ale doceniam kunszt i słucha się tego przyjemnie.
I byłaby z tego niezła EPka, taka na cztery fajne kawałki. Ale nie. Ktoś wymyślił, że to będzie split. Z zespołem, który para się generalnie rzecz biorąc czymś na kształt ambientu. Część należąca do zespolu Melek – Tha jest jeszcze dłuższa od Phalanx Inferno, a przynajmniej ja mam takie wrażenie. Dobra, sprawdziłem, jest. Mamy tutaj ponad pół godziny nudnego ambient/martialu – jakiś typ coś deklamuje, w tle gregoriańskie chorały, do tego werblowe sample, damskie zawodzenie – nby sporo tego, ale jak tak siadam i słucham to mnie chuj strzela. Połączenie tych dwóch stylów na jednym splicie woła o pomstę do nieba, bo moim zdaniem muzyka Melek – Tha ciągnie się i ciągnie i ciągnie i ciągnie i nic z tego nie wynika. Zamiast zostawić cztery kawałki od Phalanx Inferno pokuszono się o taki dziwny eksperyment. I moim zdaniem zawiódł on po całości.
Jeśli jednak lubicie death metal z Florydy to możecie sobie sprawić „Order of Eternal Indiferrence” tylko dla czterech kawałków Phalanx Inferno. Wasz wybór.
Ocena: 4/10
Traclist:




