Wydawca: Werewolf Promotions
Powoli zmniejsza się kupka z płytami do recenzji przesłanymi przez Werewolf Promotions, a szkoda bo w większości z tym znaczkiem przychodzą same smakołyki. Czasem nawet kilka na jednej płycie, czego dowodem jest split „Krąg Kryvi”. A na nim cztery dobre lub bardzo dobre grupy – polskie Old Leshy i Stworz oraz białoruskie Piarevaracień i Ulvkros.
Całość rozpoczyna część od stołecznego Old Leshy. Ich już recenzowałem kiedyś u nas, w zasadzie trzy numery z splitu nie odstają od tych z debiutanckiej płyty „Pośród monumentalnych szczytów”. Kompozycje Warszawiaków są mieszanką podniosłego i atmosferycznego black metalu – raczej szybkie, z zimnym brzmieniem. Tu i tam rozbrzmiewają pogańsko – folkowe inklinacje, a rzeczoną atmosferę najbardziej słychać chyba w numerze „Bogini z Otchłani”. Innymi słowy, Old Leshy utrzymało poziom poprzedniczki.
Kolejna kapela to wcześniej całkowicie nieznana mi black metalowa grupa Piarevaracień. I tu spore zaskoczenie, jakie to jest dobre. Zaczynają od fajnego, melodyjnego „Sky Follower”, z czystymi ciekawymi wokalami, by w kolejnych kawałkach uderzyć ostrymi black metalowymi szarpnięciami – prostymi, szybkimi, z odrobiną melodii ale też brudu. Najlepiej wypada moim zdaniem „Night and Fog”, bo następujący po nim „Esoteric Voices in my Head” jest dzielony pół na pół – melodyjne, czyste refreny (ale całkiem fajne) i ostre, prące do przodu nawałnice. Ja to w ogóle myślałem, że Piarevaracień to jakaś młoda kapela, a typy istnieją już od niemal dwudziestu lat. Oj, mam tyły i to srogie. Ale ten split zachęcił mnie do nadrobienia ich twórczości – a jeśli dla Was ta nazwa jest również novum, sprawdźcie te cztery kawałki. Czuję, że narobią Wam smaka.
Kapela numer trzy to dobrze znana i lubiana grupa Stworz. Lubię ich muzykę i cenię za konsekwencję. Ich specyficzny pagan / folk metal jest absolutnym przeciwieństwem wsi w muzyce metalowej. To nie żadne kurwa harce na fujarce i głupie miny, że che che, czcimy swaroga a pogaństwo przejawiamy głównie we wrzucaniu memów, że nie obchodzę święta zmarłych tylko dziady kurwa. U nich czuć melancholię i jakąś tęsknotę w muzyce – bez żadnej cepeliady. Słucha się tego bardzo przyjemnie, ja szczególnie ulubiłem sobie tę muzykę puszczać w ciepłe letnie wieczory – wchodzi jak złoto, taka poetyka. Część Stworz to zdecydowanie najłagodniejsza muzyka zawarta na „Kręgu Kryvi” – nawet w porównaniu do wcześniejszych materiałów chyba jest nieco łagodniej. Ale ja to kupuję.
Ostatni zespół to znów reprezentant Białorusi. Po spokojniejszych, czystych dźwiękach Stworz przychodzi pora na najsurowszą część splitu – Ulvkros. Początek mocno burzumowaty (tak gdzieś z wysokości „Daudi Balders”), ale następnie przechodzi w black metalowy huragan. Brzmienie jest zapiaszczone, wokal chropowaty, całość przywodzi mi na myśl kapele spod znaku NSBM czy też RAC z uwagi na dość melodyjne riffy w kilku momentach (nie wspominając o totenkopfach w logo, hehe). Ostatni numer na splicie natomiast jest z gatunku tych podniosłych, ale i on wypada dobrze. Generalnie te trzy kawałki to dobre są i Ulvkros, mimo że najsurowszy z wszystkich czterech reprezentantów tego splitu, nie odstaje od nich jakościowo.
Fajny split. Trwa ponad godzinę, ale zróżnicowanie muzyczne jest tutaj wyraźne, więc nie zanudzicie się. Nie będziecie też zawiedzeni pod kątem artystycznym, no chyba że oczekujecie po tych kapelach odkrywania Ameryki albo utożsamiacie black metal z zespołem jednego golibrody.




