Wydawca: Bestial Invasion Records / Nigredo Records
Jak powszechnie wiecie, Inferno jest jednym z tych zespołów, w przypadku którego nie mogę pogodzić się ze zmianą stylu. Słucham tych nowych płyt i w ogóle do mnie nie trafiają. Ale na szczęście są takie osoby jak Katia i Dominik, które – tak mi się wydaje – podzielają moją fascynację ich wczesnymi materiałami.
I właśnie dzięki nim i kooperacji ich labeli mogę cieszyć swe uszka wznowieniem dwóch pierwszych demówek Czechów na jednym kompakcie. Tak więc, od jakiegoś już czasu w moim odtwarzaczu kręci się kompilacja „Peklo na Zemi / Temná poselství dávných předků” i czuję się z tym fantastycznie. Wydane odpowiednio w 1996 i 1998 roku materiały to taki typowy przykład młodej kapeli black metalowej z Europy Środkowej, która chciała połączyć skandynawską drugą falę ze słowiańskim charakterem. Moim zdaniem – wypadło to co najmniej nieźle. W porównaniu do dzisiejszych wydawnictw – różnica jak między piekłem a za przeproszeniem niebem. Może i te utwory brzmią nieco naiwnie, umiejętności kompozytorskie Inferno jeszcze wymagały wiele pracy, ale czuć zarazem szczerość bijącą z tych nagrań. Czuć, że Czesi dopiero szukali swojej drogi – czego przykładem może być taki „Checkotylo Rudý Rozparovač” – nie dość, że lirycznie odstający od tego, z czego znane było później Inferno, to i riffy jakieś takie… niemal punkowe. Podobnie w kolejnym „Ježíšův Konec”. „Město Nazaret” z kolei ma więcej klawiszy i blastów, ale nadal jest to jeszcze urocze, trochę nieporadne black metalowe szarpanie strun. Materiał z drugiej demówki, czyli „Temná poselství dávných předků” jest już trochę inny. Przede wszystkim zmieniło się brzmienie, ale i same kompozycje. Więcej w tym black metalu black metalu. Wjechała już melodyka, która będzie charakterystyczna w późniejszym okresie zespołu. Jest też różnorodniej jeśli chodzi o tempo, bo mamy i zwolnienia i szybkie partie, momenty bardziej ponure i takie, w których Inferno stawia po prostu na napierdol. Choć niektóre partie, na przykład klawiszy, wywołują lekki uśmieszek – jak ta w „Čekání na Smrt”. Generalnie jednak rzecz ujmując, zdecydowanie przez te dwa lata dzielące obie demówki zespół zrobił pokaźny krok w przód. Ku piekłu!
Tak więc wszyscy, którzy cenią sobie ten zespół i – na przykład podobnie jak ja – nie załapali się na te demówki, mają teraz ku temu wspaniałą okazję. Brać i nie pytać.
Tracklist:




