Wydawca: Horror Pain Gore Death Productions
Jak dobrze czasem zarzucić sobie od czasu do czasu taką szaloną dawką niezobowiązującego wkurwienia, jaką reprezentuje Imperial Slaughter. Jak dobrze!
Po trzech latach od debiutanckiego demo Amerykanie atakują z pełnowymiarowym krążkiem. Choć słowo „pełnowymiarowy” w przypadku materiału, który trwa coś koło kwadransa to może trochę na wyrost. Ale z drugiej strony – musimy pamiętać, że mamy do czynienia z pełnokrwistym oldschoolowym grindem. Kurwa. Tęskniłem do takiej płyty, serio. „… Vile Slobs” to czysty niczym nieograniczony atak na Wasze narządy słuchu. Płyta będąca przykładem tego, że nadal istnieją zespoły dla których ważna jest spuścizna wczesnych materiałów Napalm Death, Terrorizer, Amebix, Impetigo i tak dalej i tak dalej. Utwory na tym krążku to kilkudziesięciosekundowe wybuchy agresji (może poza zamykającym całość trzyipółminutowym kawałkiem, który za to cechuje się popierdolonymi partiami trąbki jakiejś), eksplodujące przed Waszymi oczyma i co ważniejsze – uszami – jak pierdolony fajerwerk w sylwestra. Szybko, gwałtownie, głośno, a do tego upierdala Wam kończyny. Wszystko mi tu pasuje, bowiem Imperial Slaughter wspaniale nawiązują do klasyki gatunku. Słucham i słucham i słucham i z podziwu wyjść nie mogę. Bardzo lubię sobie od czasu do czasu odpalić takiego prostego staroszkolnego grinda i często sprawdzam promówki oznaczone taką etykietą. Debiut Imperial Slaughter jednak zdeklasował chyba wszystko co było mi dane słyszeć przez ostatnie kilka miesięcy.
Sprawdźcie, koniecznie sprawdźcie. Odpalam w kółko i jestem zachwycony.
Ocena: 8/10
TRacklist:




