Wydawca: Scarlet Records
Też tak macie, że darzycie sentymentem jakąś kapelę, totalnie nikomu nieznaną, mającą może z dwustu fanów na całym globie, a mimo to cieszycie się wraz z każdym nowym dźwiękiem przez nią wydawanym? No to ja tak mam z Band of Spice.
Które wcześniej nazywało się Spice and the RJ Band, ale widać RJ opuścił kapelę i musiał się Spice przechrzcić trochę. Koleś dawno temu udzielał się w Spiritual Beggars i kilku innych zespołach. Ale skupmy się na Band of Spice – jako kontynuacja Spice and the RJ Band chłopaki grają sobie taki fajny luzacki hard rock. Ale taki z pomysłem w sumie również. A w porównaniu do wcześniejszych albumów to teraz Spice gra chyba odrobinę ostrzej. Na przykład taki „The Sharp Edge” brzmi niemal heavy metalowo. Jeśli ktoś jednak przyzwyczaił się do rock’n’rolla w ich wykonaniu to spieszę Was uspokoić – tradycyjnie gro muzyki w tym przypadku to inspiracje Led Zeppelin, Deep Purple, wczesnym Whitesnake, ale brzmiące bardzo na czasie. I nowinką w przypadku tej kapeli jest chyba dość duża inspiracja z Pink Floyd, cytat niemal, w kawałku „Midnight Blood”. A dodatkowy plus mają u mnie za nawiązywanie do twórczości Bukowskiego, bo bardzo lubię powieści tego pijaczyny i tak po prawdzie fajnie mi to teraz koresponduje z muzyką Band of Spice. Więc tym milej słucha mi się „By the Corner of Tomorrw” – to taki krążek, który puszczam sobie totalnie dla rozluźnienia, naszpikowany potencjalnymi przebojami, świetnymi melodiami i rockowym feelingiem.
A jeśli choć jedna osoba po tej recenzji sprawdzi przynajmniej ten album, lub jakiekolwiek wcześniejsze, to moja psokarawaniarska misja jest kompletna. Zachęcam!
Ocena: 8/10
Tracklist:
1. The Fading Spot | 2 Call Out Your Name | 3 Tehom | 4 The Sharp Edge | 5 By the Corner of Tomorrow | 6 Midnight Blood | 7 Reglutina | 8 Cold Flames | 9 Rewind the Wind




