Wydawca: Selfmadegod Records
Nawet nie wiem, kiedy minęło te sześć lat od premiery ostatniego pełnowymiarowego materiału krakowskiego Terrordome. A minęły wręcz kurwa jak jeden dzień. Ale nadszedł 5 lutego (to znaczy, jutro nadejdzie), a wraz z nim dzień smogu.
Tak się składa, że Terrordome zawsze jakoś tam sobie ostatnio nawiązuje do tego swojego lokalnego folkoru – jak nie maczety to teraz smog. Czekam na pomysł na kolejną płytę. Jednak nie wybiegajmy tak bardzo w przyszłość, skupmy się na „Straight Outta Smogtown” – czterdziestominutowej dawce crossover/thrashu. W ogóle to brawa dla kapeli, że chyba jako jedna z nielicznych nadal się trzyma swojej drogi – gdzież ci wszyscy traszowcy, którzy z dziesięć lat temu wykatankowani napierdalali pod sceną na koncertach Exodus, heh? A Terrordome nadal gra swoje. W odnowionym składzie, co jednak nie wpłynęło na spadek formy. Przez wszystkie czternaście numerów, bez chwili ustanku, zapierdalają jak kibole Cracovii i Wisły w ustawkach. Nie wiem czy Was zaskoczę czy też nie, ale nie słyszę w Terrordome zmian jakościowych, zmian kompozycyjnych, żadnych zmian nie słyszę i przyklaskuję temu. O ile w życiu jestem raczej liberałem, o tyle w metalu jestem kurwa Kają Godek i mam bardzo radykalny pogląd, który Terrordome zaspokaja w stu procentach. Crossover na totalnej kurwie, bez ani jednej sekundy zwolnienia, utrzymany na bardzo równym poziomie – Terrordome już mnie przyzwyczaiło, że na ich albumach nie ma utworów lepszych i gorszych, nie ma zapychaczy bez których by się obyło. Żeby było ciekawej to pojawiają się jak zwykle goście, dla mnie highlightem jest występ typa z Uganga, bo po pierwsze w chuj ich lubię po drugie duet Manu & Łapa niszczy obiekty. Wspaniała wkurwiona muzyka, która spierze Was po pyskach za każdym odtworzeniem „Straight Outta Smogtown”.
Czyli co, następny album w 2027? Kurwa, tyle czekać, bez jaj. Oby choć do tego czasu koncerty wróciły. A póki co – debiut zespołu pod skrzydłami Selfmadegod Records to piękna sprawa. Zróbcie sobie przysługę i zakupcie go.
Ocena: 8/10
Tracklist:




