Wydawca: Agonia Records
Nazwa Inquisition w pewnym momencie budziła sporo kontrowersji… Sprawa jakby przycichła… Nie wiem, na czym stoi, więc się nie będę tym zajmował. W każdym razie duet trafił pod opiekę naszej Agonia Records i muszę przyznać, że wydał naprawdę znakomitą płytę.
Zacznę może od tego, że nie jestem pewien jak to faktycznie jest, że „Black Mass for a Mass Grave” tak bardzo mi się podoba. Niektóre melodyjki na tej płycie są tak ordynarnie przaśne, że aż dziw bierze, że ktoś wpadł na pomysł, żeby je umieszczać na płycie z black metalem. Napiszę nawet więcej. W zasadzie każdy numer ma jakaś swoją charakterystyczną melodię, która ni chuja nie powinna pasować. Powinna wzbudzać lekki uśmiech politowania. A pasuje i to znakomicie. Gdy próbuje obiektywnie podejść do tematu, spojrzeć nieco z boku na tę muzykę, to w głowie mi się nie mieści, że ta płyta aż tak mi się podoba. Inna ciekawa rzecz. Ta muzyka powinna mi się bardzo szybko znudzić. A tak nie jest. Myślę, że już będzie ponad miesiąc, odkąd nie ma chyba dnia, żebym tej płyty nie przesłuchał przynajmniej raz. Co do samych numerów. Najprościej by było napisać, że każdy mi się podoba, bo tak faktycznie jest. Ale jest parę, które wybija się na pierwszy plan. Zacznę od numeru, który całe wydawnictwo promował. „Luciferian Rays” ma absolutnie genialny motyw przewodni i kapitalne wokale. A i teledysk, mimo że ich nie lubię z zasady, to robi robotę. Ja mam jeszcze jednego faworyta „Hymn to the Absolute Majesty of Darkness and Fire”. Podniosły, lekko epicki, ze świetnym tekstem. Aż żal, że koncertów na razie nie ma i nie wiadomo, kiedy wrócą…
Znowu to zrobili! Znowu im się udało nagrać znakomitą płytę. Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał „Black Mass for a Mass Grave”, to polecam szybko nadrobić zaległości. Jedna z lepszych premier końcówki 2020.
Ocena: 9,5/10
Tracklist:




