Wydawca: Maa Productions
Lubię czasem zaglądnąć za naszą południową granicę i zobaczyć, co tam też ciekawego się pojawia w temacie muzycznym. Czasem można trafić na jakąś perełkę, czasem na coś kiepskiego, a czasem na Autumn Nostalgie…
Ten jednoosobowy projekt niedawno podzielił się ze światem swoim debiutanckim materiałem o nazwie „Esse Est Percipi”. Co jest na tej płycie? Coś, co zapewne dla wielu będzie totalnym chłamem i nieporozumieniem, czyli atmosferyczny black metal. Można też podpinać twórczość Autumn Nostalgie pod post metal czy ambient … Jak zwał, tak zwał. Czasem z tej muzyki można wybrać perełki, ale niestety większość, to dość spore rozczarowanie. Tym razem jestem trochę w dylemacie. Z jednej strony nie brzmi to źle. Jest tu sporo ciekawych dźwięków i szczególnie ta ambientowa twarz tego zespołu prezentuje się naprawdę dobrze. Co ciekawe, black metal też nie jest zły… Może dla wielu będzie on zbyt melodyjny, ale myślę, że ktoś tu jednak słucha klasyki i wie, na czym granie tej muzyki polega… Problem jednak stanowi całość. A ta jest dość nudna. Wszystko jest ładnie i pięknie, jak sobie puścimy „Esse Est Percipi” gdzieś w tle, np. do książki. Muzyka nie przeszkadza, nie angażuje i przez to nie odrywa zbytnio od innych czynności. Dla mnie to jakiś tam mały plus. Spędzenie jednak z tą płytą tych czterdzieści pięć minut w skupieniu nie jest jednak mojej ocenie możliwe. Myśli zaczną szybko biegać w inne strony, a po pewnym czasie pojawi się ziewanie i grymas znużenia.
Nie najgorzej, jak na ten dość trudny do polubienia nurt, aczkolwiek to jest jeszcze nie to, czego ja szukam w tego typu dźwiękach
Ocena: 6/10
Tracklist:
| 1. | Prologue | ||
| 2. | Fallen Leaves | ||
| 3. | The Hidden Lake of the Forest | ||
| 4. | Eternal Joy on the Mountain of Loneliness | ||
| 5. | The Transcendence of the Past Centuries | ||
| 6. | Grey Horizons | ||
| 7. | Epilogue |





Wg mnie ta płyta jest świetna. Najlepsze są „Fallen Leaves” i „The Hidden Lake Of The Forest”. Wolniejsze numery być może są trochę nudne, ale całość ma zajebisty klimat dzięki „bałałajkowej” gitarze.