Wydawca: Piranha Music
Coraz ciekawiej robi się na scenie powolnego grania w Polsce. Niedawno ukazały się świetne materiały Mag czy Sandbreaker, a teraz debiutuje wrocławski Las Trumien.
I zanosi się na to, że kapela dołączy do peletonu, a ma też szanse wysunąć się na prowadzenie – choć w zasadzie nie mamy do czynienia z wyścigiem. Na EPce zatytułowanej po prostu „Las Trumien” dostajemy cztery doom/sludge’owe kompozycje – ciężkie, powolne, brudne. Jak w przeważającej większości doomowych płyt atutem są tłuste riffy. W przypadku Lasu Trumien mamy ich od chuja i trochę, więc możecie być spokojni o poziom tej muzyki. Kilkanaście minut jakie spędza się z muzyką tej grupy robi mi doskonale na duszę – szczególnie w obecnej aurze pogodowej. Trochę jedynie żałuję, że Las Trumien zdecydował się na czystsze, rozwrzeszczane wokale – wyobrażam sobie bowiem, jak świetnie brzmiałaby ta muzyka z głębokim, bulgotliwym growlem. No ale jest jak jest i też w zasadzie nie jest źle. Numery Lasu Trumien wrzynają się w pamięć i siedzą w człowieku, który padł ich ofiarą. To plus – nie cierpię, jak po odsłuchu nie pozostaje mi nic w głowie. Szczególnie, że na uwagę zasługują też teksty zespołu, oparte na prawdziwych historiach różnych chorych pojebów.
Poszukajcie więc sobie tej EPki, bo jest na czym ucho zawiesić. Moim zdaniem po pierwszym odtworzeniu, będziecie chcieli jej słuchać raz za razem.
Ocena: 8/10
Tracklist:
| 1. | Opowieści przy ognisku | ||
| 2. | Ostatni kawaler | ||
| 3. | Bandaże i szmaty | ||
| 4. | Dom aptekarza |




