Wydawca: Dunkelheit Produktionen
Nie wiem ilu z Was kojarzy nazwę Tunjum, mi się oni przewinęli przy okazji „Sagrado Tiempo de Caos” – EPki z 2014 roku. Potem jakoś zniknęli z pola widzenia i znów powrócili, tym razem z pełnowymiarowym materiałem „Deidades del Inframundo”.
Pewnie się zastanawiacie, co takiego może ze sobą nieść ten album – jeśli tak, to już wyjawiam, że znajdziemy na nim osiem death/doom metalowych strzałów wytarganych za kłaki wprost z głębokiego podziemia. Peruwiańczycy inspirują się dość oczywistymi nazwami – Winter, Asphyx, Bolt Thrower, Incantation. Robią to jednak z klasą, a że ja naprawdę lubię gdy śmierć metal gra się właśnie w takim stylu to jestem kontent. Brzmienie jest ciężkie, trochę przypiaszczone, ogólnie dość surowe. Podoba mi się też wokal Clary. Tak, to kobieta stoi za tymi growlami, a żeby było Wam jeszcze bardziej głupio – równocześnie napierdala w perkusję. Zaś słowo „napierdala” jest tutaj kluczowe. Ale nie chodzi tu tylko o szybkość, bo wiadomo czym charakteryzuje się death/doom metal, prawda? Są więc wolniejsze numery jak doskonały „La Maldeción de la Bruja” – cholernie klasycznie brzmiący i może przez to robi mi tak doskonale… Aha, nie wspomniałem chyba – teksty napisane są w rodzimym języku zespołu, niestety z uwagi na moje ubóstwo w zakresie wiedzy z tego tematu nie powiem Wam, czy to jest hiszpański czy może ajmara. W zasadzie i tak nie powinno to mieć większego znaczenia, bo growle są na tyle głębokie i nieczytelne, że raczej nie przewiduje śpiewania wraz z Clarą. A mógłbym, bo Tunjum sprokurował bardzo dobry materiał.
Jeśli jeszcze nie znudził się Wam oldschoolowy death/doom metal, a do tego cenicie sobie egzotykę – poszukajcie Tunjum. Deidades del Inframundo” na pewno Was nie zawiedzie.
Ocena: 8/10




