Wydawca: Mytrhone Promotions / Infernum Media
Wielkie koncertowe krążki raczej nie wywodzą się z gatunku brutal death metalu czy grindu, ja przynajmniej nie kojarzę takiej gatunkowej odpowiedzi na „Live After Death” czy „Eine Kleine Nachtmusik”.
Ale czasem fajnie posłuchać sobie takiej brutalnej niczym życie koncertówki. W sukurs przyszedł nam śląski Fetor ze swoją płytą „No Poems Just Slam”. Koncert zarejestrowano jeszcze przed wydaniem debiutanckiej, skądinąd bardzo dobrej, debiutanckiej płyty. No cóż, nie ma wiele rozpisywania się na temat tego albumu – dziewięć brutalnych death metalowych numerów, które odpowiednio bujają i wbijają w ziemię zarazem. Podoba mi się to, że to co słyszymy jest odbiciem tego co się działo – nic nie zostało wycięte, wszelkie pogaduszki i tak dalej pozostawiono nienaruszonymi, dzięki czemu słuchacz ma rzeczywiście pewność, że obcuje z wydawnictwem koncertowym. Riffy wyszły równie mięsiście co na płycie, wokal gutturalny i czasem przechodzący w świniakowanie – nic nowego, ale fajnie spełnia rolę dodatkowego instrumentu. Co najważniejsze – podobnie jak w przypadku „Abandoned Hope” tak i koncertówka cholernie mi się podoba i absolutnie się nie nudzi. Pomimo że to wszystko już było to głowa mi się rusza w rytm miażdżenia wewnętrznych organów i nie zamierzam niczego zatrzymywać.
Nie wiem do ilu osób trafi to wydawnictwo poza znajomymi zespołu i osobami, które być może były na tym koncercie. Ja ze swojej strony polecam, bo fajnie kopie po dupie.
Ocena: 8/10
Tracklist:




