Wydawca: Defense Records
Czasem jestem w chuj leniwy, lubię więc być wyręczany w pewnych rzeczach. A jak już mnie ktoś wyręczy w opisie jakiegoś krążka to już mam czasem nawet bardzo dobrze.
Taki Extinkt, czyli chłopaki udzielające się na co dzień w Terrordome lub tudzież Cemetery Whore… Na dzień dobry już robią naklejkę na krążku, że album dla fanów Carnivore. No to ja proszę Was w tym momencie to sobie już powinienem piwko otworzyć, łapy w kieszeń wsadzić i tyle. Ale jednak jestem słownym skurwielem, powiedziałem że opiszę to opiszę. Zwłaszcza, że sprawa ma się tak, iż z tym Carnivore to kapela ma więcej wspólnego pod kątem tematyki niż samej muzyki. Bowiem ja tutaj słyszę odrobinę speed/punka i bardzo dużo… crossover, ale w trochę innym stylu. No, jak Uapie nudzi się granie crossover w Terrordome to gra sobie crossover w Extinkt. Może gdzieś tam to Carnivore się przebija, na pewno jednak nie jest to jakiś tribute band, pomimo coveru na krążku (a widziałem już recenzje, że Extinkt to Carnivore toczka w toczkę – sytuacja podobna jak porównywanie Anima Damnata do Beherit, bo Pagan Records użyło w reklamie takiego sformułowania). No, czuć tu podobne wkurwienie – to na pewno. Ale ja tam raczej postawiłbym na szybsze Nuclear Assault, na Stormtroopers of Death (z tych ich mniej jajcarskich numerów)… Szybko i prosto w ryj, bez półśrodków. Całość trwa coś koło pół godziny, więc spokojnie można zakręcić krążkiem parę razy pod rząd. A teraz – czy jest to dobre?
No jest, ale jednak zdecydowanie wolę macierzyste kapele członków Extinkt. Dobry, sowity wpierdol, taki jakiego się spodziewałem – taki też dostałem.
Ocena: 7/10
Tracklist:




