Nie słyszałem wcześniej Obsequiae i jedyne co o nich wiedziałem, to że poruszają się w szerokiej przegródce z napisem „medieval black metal”. No to lecimy z tym ich „Aria of Vernal Tombs”.
Szczerze to biorąc pod uwagę ten przymiotnik „medieval” to zastanawiałem się, jak wiele będzie tu użytych instrumentów, których nie umiem nawet nazwać, a na których to bardowie zagrzewali do walki rycerzy na białych rumakach. Ale o dziwo to nowe Obsequiae po pierwsze praktycznie jest pozbawione tego typu instrumentarium, a po drugie – jest naprawdę dobre. Ten black metal to nie jest jakiś straszny raw and grim – całość jest bardzo melodyjna, ale w taki dobry sposób. Najbliższym skojarzeniem, dość mocnym, po kilkukrotnym odsłuchaniu „Aria of Vernal Tombs” jest Dissection. Mamy tu bowiem melodie, które nie trącą giejostwem, ale wpadają w ucho, barwa głosu jak i samo brzmienie krążka też jakoś się ociera o sfery eksplorowane przez ten nieodżałowany zespół… Oczywiście to nie jest granie toczka w toczkę takie samo, jednak dla mnie inspiracja jest jasna. Co zaś się tyczy tych średniowiecznych wstawek – owszem, są. Ale przejawiają się na przykład takim plumkaniem na gitarce a’la Blackmore’s Night. Cóż, rzecz gustu. Ja bym sobie darował te fragmenty akurat, ale co mi tam – nie ma ich wiele i w sumie ładnie się wkomponowują. Całość natomiast mi się podoba, bo jak miałoby mi się nie podobać dobrze skomponowane granie oparte o patenty Jona Nodtveidta? Przed chwilą mówiłem też o brzmieniu – Obsequiae na tym polu się postarało, krążek brzmi mniodnie. To jest taki album, który sobie mogę spokojnie zapętlać i nie nudzi się. Jak wiadomo powszechnie – to olbrzymi wyczyn.
Tak więc jestem naprawdę miło zaskoczony tak dobrą płytą jak „Aria of Vernal Tombs”. Jak gdzieś się Wam przewinie, to sprawdźcie, zwłaszcza jeśli klękacie przed krążkiem z ponurym żniwiarzem na czarnym koniu.
Ocena: 8/10
Tracklist:




