Wydawca: Witching Hour Productions / Godz Ov War Productions & Third Eye Temple
Promo Au-Dessus dostałem od kolegi Oracla z notatką „spodoba ci się”. Wziąłem, odpaliłem i faktycznie mi się spodobało.
Au-Dessus to młoda ekipa stacjonująca w Wilnie i grająca black metal z różnymi wpływami. Rzekłbym, że ten black metal zagrany jest bardzo po polsku, bo nie mogę opędzić się od skojarzeń tej muzyki z ostatnim Kriegsmaschine czy Medico Peste. W końcu Wilno kiedyś było polskie, do granicy kraju kwitnącej cebuli niedaleko więc i wpływy są jak najzupełniej uzasadnione. To promo na początek robi piorunujące wrażenie. Pierwszy numer zatytułowany „I” nie bierze jeńców. BDB praca perkusji i miażdżący riff połączony z obłędnymi wokalami wróży dobrze na przyszłość. Podczas pierwszego odsłuchu ten numer wbił mnie w fotel. Szkoda, że potem dzieje się już mniej. No może nie mniej, bo utwory są ciekawie pomyślane i wokal też wyrabia „normę”, ale jakoś nie zapada to granie w pamięci. Coś w tych środkowych numerach muzykom umknęło. Wydaje mi się, że tym utworom brakuje jakiegoś charakterystycznego momentu. Czegoś, co wbije nam się w mózg jak zardzewiały pręt. Jest to dobre granie, ale naprawdę bardzo, bardzo wiele przesłuchań zajęło mi wgłębienie się w te środkowe numery. Kawałek otwierający robi dobrze, ale i zamykający również wpada w ucho. Spokojnie zaczyna się rozwijać, by po chwili przyjebać ciekawym riffem i kolejną porcją wokali rodem z psychiatryka. Płyta mi się podoba, ale…
Au-Dessus musi trochę doszlifować swoją muzykę a będzie miała ona ten element mistyczny, który na razie jej gdzieś umyka. Będę śledził poczynania tych Litwinów i jeśli tylko jakieś wieści od nich dostanę to natychmiast się z Wami podzielę.
Ocena 7,5/10
Tracklist:
1. I
2. II
3. III
4. IV
5. V





tagi na lascie – amenra, mayhem, deafheaven, thaw – spory rozczep 😀