Australijczycy z Athena’s Wake z jednej strony mają szczęście, z drugiej nie. Bo najpierw widziałem zdjęcia zespołu, a jak każdy facet jestem wzrokowcem, a jak każdy recenzent wyrabiam sobie zalążek opinii po zdjęciach artystów.
A chłopaki wyglądają jak emo – cipki i od tego nie da się uciec. No ale odpaliłem „The Contemplation” i po kilku odsłuchach powiem, że ta muzyka nie jest taka zła, jak się spodziewałem. To znaczy – dupy nie urywa, ale spodziewałem się czegoś gorszego – tutaj dostajemy w większości techniczny death metal, ale słychać jakieś powiązania z deathcore’m, a i ciulowe, miękkie zwolnienie się trafi z bardziej melodyjnym fragmentem. A nawet parę takich zwolnień. Mamy też numer trzeci, którym są odgłosy oddychania. I wkurwiające zakończenie ostatniego kawałka – po prostu ciach w którymś momencie i koniec. Wiem, to ma swój koncept, ale ja opisuję, czy mi się ta płyta podoba, czy nie i jestem zdania, że nie mam zdania. Kapela jakich tysiące, ze zbyt dużymi ciągotkami w niezdrowym, core’owym kierunku. Statystyczny czytelnik Chaos Vault podsumuje taki album słowami „Gówno, zaorać”.
No może nie zaorać i nie aż tak bardzo gówno, ale nic ciekawego. Raczej przeciętna, mało interesująca mnie pozycja.
Ocena: 4/10
Tracklist:
01. Diagnosis
02. The Messenger
03. EPiphany
04. Remission





