Ostatnio zrecenzowałem powrót Dekerta, a teraz znów mam do czynienia z kolejnym powrotem po latach milczenia. Niestety, tutaj peanów nie będzie.
Machina propagandowa opiera się o osobę Nicka Sagiasa, który jest tutaj przedstawiany jako ex gitarzysta Pestilence. Faktycznie, ale nie wiele więcej, ponadto nie nagrał on z Holendrami ani jednej płyty. To już było dla mnie lekko naciągane. A potem włączyłem „A Fall Of The Rebel Angels”. Monotonny doom/death metal z zapiaszczoną produkcją i perkusją brzmiącą tak kurewsko nie naturalnie – na myśl od razu przyszły mi albumy Mortician. Tak mi to brzmi. Tylko, że Soulstorm jest kurewsko nudne – wokal przepuszczony przez jakieś ustrojstwo, z jakimś beznadziejnym pogłosem, riffy powtarzające się w kółko, do tego zmieniające się bardzo rzadko. I tak przez godzinę. Mroku tutaj nie ma, morderczej atmosfery również, chyba, że się z nudów na pasku powieszę, dziś akurat mamy helloween, to będzie weselej, a bliscy znajomi będą mogli mnie wpaść pobujać… przynajmniej coś się ruszy, bo w kwestii muzycznej – wszystko leży. No naprawdę, brak mi słów, już dawno nie słyszałem tak nieudanej płyty w klimatach doom/death, takim paniom z Dekerta to panowie z Soulstorm mogliby co najwyżej zrobić dobrze językiem, oczywiście o ile one by im na to pozwoliły. Bo jeśli chodzi o muzykę, to Soulstorm dało straszliwie dupy.
Płyta odsłuchana i mam nadzieję – szybko zapomniana. Zgiń, przepadnij! Pora zarzucić coś dobrego…
Ocena: 3/10
A tak wygląda to u Mike’a na Old Death Metal Webzine.
Tracklist:





