Wydawca: Cyclone Empire Records
Nie chce mi się przeliczać, jaka odległość dzieli Holandię i Szwecję. Na pewno nie duża, przynajmniej w przypadku muzyki Bodyfarm.
To młoda kapela łupie sobie radośnie death metal bardzo mocno osadzony w szwedzkich realiach. I nie mam tutaj na myśli tego, że na próby dojeżdżają każdy swoim volvo – oczywiście chodzi mi o względy muzyczne. Na „Malevolence” wyraźnie słychać inspiracje Dismember, Bloodbath i im podobnymi rzeźnikami w żółto-niebieskich barwach, ale też i na przykład Massacre – zapewne nieprzypadkowo ich cover znalazł się na tym albumie (zresztą gościnnie udzielił się tutaj Kam Lee). Ten krążek ma mocny groove, buja jajami tak, że boję się iż będę miał dzieci garbate, hehe. A na serio, to faktycznie, trudno nie kiwać głową przy takim utworze tytułowym czy choćby takim „Demons Of The Cross”. Klasyczny death metal, który nie może się nie podobać. Może się przejeść, można mieć czasem przesyt, ale włączając „Malevolence” po prostu daje się porwać tym dźwiękom – każdy był już słyszany, ale co z tego.
Może i ten krążek nie wnosi nic nowego, ale pozostawia po sobie siniaki i krwiaki – w death metalu tego sortu moim zdaniem nic więcej nie trzeba. Można posłuchać.
Ocena: 7/10
I po angielsku na ODM.
Tracklist:
| 1. | Trapped (intro) | ||
| 2. | The Butcher | ||
| 3. | Iced | ||
| 4. | Sleep Terror | ||
| 5. | Demons of the Cross | ||
| 6. | Charlatan Messiah | ||
| 7. | Tombstone Crusher | ||
| 8. | Malevolence | ||
| 9. | I Am the War | ||
| 10. | Cryptic Realms |





I cóż, że ze Szwecji. Następny ich krazek powinien nosić tytuł „Spa”. Bodyfarm – Spa. Brzmi nieźle. A jeden z utworów „Karol Marks – odsysanie tłuszczu”.