Z notki promocyjnej: „Three Times Ten” to debiutancki album Damask, oparty na pomysłach gromadzonych przez ostatnie 20 lat. Każdy z ośmiu utworów na nim zawarty to osobna opowieść. Są tam rozważania na temat fascynacji religią i zaślepienia nią, strach przed śmiercią i godzenie się z jej nieuchronnością, kłamstwo i oszukiwanie samego siebie, czy też szaleństwo towarzyszące nam przy próbach zrozumienia świata.”

I – panieborzejezuchryste – słyszę dokładnie, że to są pomysły z dwudziestu lat, zebrane do kupy, bez żadnej segregacji, po prostu jak leciało.. Dawno już nie słyszałem płyty, która byłaby tak patchworkowa, w złym znaczeniu tego słowa. Każdy numer tutaj brzmi jak wyjęty z innego wydawnictwa. Ba, jak od innego zespołu. Gdzieś tam niby osnową jest doom metal, do którego doklejono wszystko co się dało: jakieś średniowieczne motywy, folkowe rzępolenie, ogniskowo – akustyczne brzdękanie, kwasowaty  rock’n’roll, horror rocka, shredowanie, kurwa new romantic… Najbardziej rozjebało mnie chyba to śpiewne „lalalalalala” w połowie płyty mniej więcej. To samo tyczy się wokali – dostajemy tutaj cały przekrój, normalnie kurwa wszystkiego, black metalowych shrieków, falsety jak od Kinga Diamonda, śpiew jak u Bee Gees, niskie ponure zawodzenie, „wokale szaleńca” – dejcie miskę, będę rzigoł.

Że też ktoś pomyślał, iż to wszystko będzie do siebie pasowało i zdecydował się wypuścić na krążku, który ludzie powinni nabyć za ciężko zarobione pieniądze… To chyba świadczy o totalnym braku samokrytyki i zwyczajnego poczucia wstydu. Na okładce mamy chyba pół facjaty odpowiedzialnego za ten projekt Weno Wintera – i jeśli to prawda to ja pierdolę, ależ kombo.

Idźcie mi z tym w cholerę, dawno mnie już żaden krążek nie zirytował swoim przeintelektualizowaniem i pozowaniem na eklektyczność jak „Three Times Ten”. Tragedia, stracone półtorej godziny życia (bo miałem jaja i odsłuchałem to trzy razy, tak jak tytuł sugerował).

https://www.facebook.com/DAMASKisREAL

Oracle
19310 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Mordhell „Nekro Desecration”Recenzje

Mordhell „Nekro Desecration”

BartBart9 września 2026
Archgoat „Nightbringer, Lightbringer”Recenzje

Archgoat „Nightbringer, Lightbringer”

OracleOracle4 września 2026
Inferno „The Anthropic Sophisms (On the Heights of Despair)”Recenzje

Inferno „The Anthropic Sophisms (On the Heights of Despair)”

PathologistPathologist3 września 2026

Skomentuj