Wydawca: Godz ov War Productions
Sznur. Kochasz ich lub nienawidzisz. Hajpujesz lub udajesz, że nie istnieją. Na pewno nie pozostajesz obojętny. Jesteś fanem albo cwelem. Ups. Powiedziałem to.
Dobra, faktem stała się nowa płyta Wałbrzyszan. Przyznam, że lubiłem ten zespół najpierw umiarkowanie, a potem coraz bardziej. Zawsze śmiałem się z ludzi, którzy pisali, że to taki miejski black metal. Cóż, niektórzy nigdy nie wyciągną uszu z dupy – kto nie słyszał typowej norweskiej (lub skandynawskiej po prostu) black metalowej sceny na „Dom Człowieka” czy „Ludzinie” ten winien zacząć przygodę z black metalem od początku, bo coś po drodze spierdolił. Natomiast „Cwel” to trochę inna jazda, moi mili.
Już nawet nie mówię o okładce. Od razu powiem – nie mój vibe. „Ludzina” (szczególnie wydanie z tacuszką) sprawiała, że zbierało mi się na wymioty. Tutaj jest tak o – ktoś mógłby pomyśleć, że to po prostu ładniejsza okładka Gutalaxa. Ja bym zostawił po prostu samo wiadro na front coverze i znów by mi się zbierało na pawia. Ale poszliśmy w gówniane kosmosy…
Dobra, potem przechodzimy do tekstów. Bez zmian. Jeśli zagłębilibyście się po części w cytaty z tych kawałków, gwarantuję wzdrygnięcie obrzydzenia. Czyli bez zmian. Sznur epatuje patologicznym turpizmem dnia codziennego. Tego oczekiwałem. Paskudnego ryja sąsiadki, obsranych dzieci, zarzyganego sąsiada w krzakach pod blokiem, biedy, nędzy i upodlenia. Sznur w swoim (nie)żywiole.
Natomiast zmiany zaszły na płaszczyźnie muzycznej. Ten czarny black metal nabiera… może nie rumieńców, ale – stężenia pośmiertnego o dziwnych kształtach. Przecież taki numer jak „Cwel” właśnie… tam nie ma już tak do końca melodii, czujemy gdzieś na plecach gruziński oddech (gitary a’la przygody pana Michała vibe on) – and I think its beutiful. Ale też i kolejny kawałek zatytułowany „Człowiek Wiadro” – nie wiem, kto gdzie pisał teksty, ale czuję tu tego samego kolesia. Może się mylę, a może nie. Dla Was ważne jest to, że Sznur nie jebnął się na ciepłej zaszczanej kanapie, gdzie mu dobrze, tylko jednak cały czas sprawdza, gdzie ohyda przetnie się z jakimś novum na tyle, by dalej można było powiedzieć „to jest Sznur”. Albo taki kawałek „Moje siki”, gdzie mamy totalnie thrash metalowe łamańce a potem niemal heavy metalowe riffowanie (o to nie wiem już sam, kogo obwiniać) – wcześniej tego się nie słyszało w tym Sznuru. Czy to zmiana na plus czy na minus? Sam nie wiem – fajnie, że jest, ale jak jej nie było to też nikt nie narzekał. Bo spora część „Cwela” to nadal black metal, do jakiego nas przyzwyczajono, więc na dwoje babka wróżyła co to z tym Sznurem będzie.
Mi ten album przypasował, choć od razu podkreślę, że nie jest on moją ulubionym. Może się to zmieni z czasem. Poziom odrazy jest tu utrzymany, natomiast wydaje mi się, że sięgnięto po więcej środków by to sprawić niż dotychczas. A to może być plus i minus zarówno. Twoja decyzja.
http://godzovwar.com/





Tu potrzebny psychiatra, nie wydawca.