Wydawca: Awakening Records
Początek tej płyty skojarzył mi się z którymś numerem black metalowego Shining, potem wjechał fragment a’la „Seasons in the Abyss”, więc zacząłem się zastanawiać co też ostatecznie to będzie. Ale po kilku chwilach Necrogore już wjechało na konkretny tor i trzymało się go do końca „Ectoplasmic Rape Phenomena”.
A torem tym jest oldschoolowy death metal, ze szczególną atencją ku szwedzkiej odmianie. Brzmienie tej płyty jest na tyle charakterystyczne, że wszelkie wątpliwości zostały rozwiane – słychać, że zespół słuchał namiętnie „Like an Ever Flowing Stream” czy „You’ll never see…”. Czyli szwedzka mielonka. I jak większość szwedzkich mielonek – również i Necrogore radzi sobie całkiem nieźle, o ile nie macie większych oczekiwań względem innowacyjności i oryginalności. Kolesie w udany sposób kreują death metal z oldschoolowym feelingiem – a przyznam się, że po okładce spodziewałem się masy blastów i ekstazy brutalności. No, tak po prawdzie to zespół chwilami zerka w stronę brutalnej amerykańskiej szkole a’la Cannibal Corpse (na przykład w „Mediumistic Intercession” – ale podkreślam, są to raczej nieliczne wyjątki).
Generalnie tej płyty słucha mi się przyjemnie, a jedyne co mnie trochę mierzi to produkcja, a konkretnie sposób w jaki brzmi perkusja. Trochę za sucho, zbyt kartonowo, jednak nie jest to jakaś wada przekreślająca całkowicie odbiór „Ectoplasmic Rape Phenomena”.
Włosi nagrali całkiem dobry kawał staroszkolnego death metalu po którym oczekiwałem w zasadzie jednego – solidnego, półgodzinnego wpierdolu. No i w sumie go dostałem. Nie wiem jedynie, czy za dwa miesiące będę pamiętał, że zrecenzowałem debiut Necrogore, ale to nie zawsze o to chodzi, prawda?
Coming Soon
https://www.facebook.com/NecrogoreDeath





