Wydawca: Iron Bonehead Productions
Miałem dziś być na koncercie Forked Tongues i Akhlys, natomiast okazało się, że nie zdążyłbym na tych pierwszych, względem czego odpuściłem całość i pojechałem do Łodzi krótszą drogą. Nie ma tego złego, bo jestem w hotelu o normalnej porze i recenzuję w końcu nowy album Malakhim.
„And in Our Hearts the Devil Signs” to druga płyta zespołu. Ponad pięć lat temu zrecenzowałem ich EPkę (debiut jakoś mi umknął) – może i nie wracałem do niej często od tamtego czasu, jednak wciąż uważam ją za porządny krążek. A już na wstępie Wam powiem, że nowy album w niczym jej nie ustępuje. Może nawet jest lepszy? Możliw. Inna rzecz, że ta muzyka jakoś niesamowicie się nie zmieniła, choć czuć jednak pewną zmianę środka ciężkości. Wcześniej za ich główną inspirację określiłbym scenę Nidrosian. Szwedzi w dalszym ciągu kroczą ścieżką lewej ręki, poniekąd wskazaną im przez ten nurt, ale wydaje mi się, że obecnie większy wpływ na ich muzykę mają takie nazwy jak Watain, Marduk czy Blaze of Perdition. Oczywiście nie tylko i wyłącznie. Jak też Chaos miesza się tu z dobrą melodyką, która nie rozmiękcza, ale nadaje muzyce charakteru.
Na „And in Our Hearts the Devil Signs” podoba mi się to, że te numery w jakiś sposób różnią się od siebie, pomimo tego że są raczej szybkie i w bardzo podobnych tempach. Malakhim natomiast ma do zaoferowania bardzo dużo dobrych riffów, słychać też, że spędził sporo czasu, żeby wszystko dograć od strony kompozycyjnej. Trudno wyróżnić którąś kompozycję wybijającą się ponad pozostałe, bo mamy do czynienia z bardzo równą płytą. Płyta nie jest przesadnie długa (czterdzieści minut z lekkim plusem) i tym bardziej przelatuje w oka mgnieniu, nie męcząc – podczas pisania tej recenzji już trzy razy się okręciła. Wciskając play poddajesz się opętanemu czarnemu metalowi i słuchasz. Pewnie jakbym miał booklet, to zagłębiałbym się w teksty, mam jedynie okładkę przed oczami – jest świetna. Niejednoznaczna, a w jakiś sposób niepokojąca i obrazoburcza. A kolorystyka kojarzy mi się z czwórką Aosoth to tym lepiej.
Równocześnie wiem, że Malakhim nie będzie zespołem, który swoją popularnością skosi dwie trzecie sceny. Natomiast swoją czarną sztukę uprawiają bez kompleksów, a do tego – z widokiem na awans do pierwszej ligi. Więc kibicuję i czekam.

https://www.facebook.com/Malakhimofficial
Iron Bonehead Productions – Welcome




