Wydawca: Teeth & Torches Records
Przyznaję, że polska scena wypluwa co i rusz nową nazwę, która na dłuższy lub krótszy czas przejmuje we władanie moje odtwarzacze różnego typu. Tym razem zajmiemy się tworem o dziwnym szyldzie Oskoma (jakby coś – oznacza bądź to drętwienie zębów bądź chęć na coś słodkiego…).
Oskoma i ich debiutancki materiał zatytułowany „Krystalicznie Brudny” towarzyszy mi od kilku tygodni – raczej nie przewiduję, by szybko nasza znajomość się zakończyła. Oskoma bowiem dostarcza mi black metal takim, jakim chcę by był – brudny, prymitywny, oddany Szatanowi. Taki, jaki nagrywano z trzydzieści lat temu w podłych warunkach, za to z pasją. Oskoma nie jest cosplayem starych czasów, typy nie wskoczyły nagle w buty nieświętej wojny między TeTeEfem a pozerami czy zdrajcami sceny – natomiast sprawiają, że słuchając „Krystalicznie Brudny” mamy wrażenie, jakby nagrano ją w tych samych czasach co „…i zmieni się rzeczywistość”, „Damned Majesty”, czy inne demówki sławiące Imię Diabła, które wyszły mniej więcej trzydzieści lat temu. Myślę, że mógłbym nazwać Oskomę jako lo-fi black metal, natomiast to demo jest zdecydowanie lepsze, od większości wydawnictw z tego nurtu, jakie mi było dane słyszeć. Czy mało słyszałem tego typu nagrań? Może i tak. Jednak wiem, że słuchając Oskomy mam to samo odczucie, które towarzyszyło mi podczas poznawania podziemnego black metalu wiele lat temu.
Oskoma gra muzykę prostą, szybką, ktoś powiedziałby „prymitywną” i jest to w jakimś sensie prawda. Oskoma gra ją tak, jak grało się ją dawno temu – o czym pamięta dziś tylko garstka zapaleńców, którzy albo są muzycznymi archeologami, albo po prostu byli świadomymi słuchaczami we wczesnych latach dziewięćdziesiątych. Idzie za tym również podejście do sfery lirycznej – z tego co udaje mi się usłyszeć na „Krystalicznie Brudny” są one dość dosadne w taki oldskulowy sposób. Moim pierwszym skojarzeniem było tutaj właśnie Morsun Diaboli. Innymi słowy, Oskoma kultywuje sztukę pradawnego black metalu dla diabła w muzyce, tekstach, brzmieniu, jak też w sferze wizualnej – pozowanie do zdjęć z bronią białą i gołymi klatami to totalnie black metal 1995 vibe . Jestem w chuj z tego powodu zadowolony, szczególnie że nie czuję u nich fałszu czy pozowania.
Całym moim czarnym sercem więc polecę Wam „Krystalicznie Brudny” – choćby po to, żebyście sprawdzili, jak powinno grać się totalnie podziemny black metal ku chwale Diabła. Jak tylko się ukaże na fizycznym nośniku, w te pędy zaklepuję swoją kopię.
https://www.facebook.com/oskoma
https://www.facebook.com/teethandtorches





