Wydawca: Pagan Records
Z nowym krążkiem uderzyli Lublinianie z Blaze Of Perdition. I znów będzie kontrowersyjnie, a Podziemie podzielone zostanie.
Ich debiutancki album wywarł na mnie ogromne wrażenie, podobnie zresztą jak późniejsza siedmiocalówka. Wiem, że wiele osób wraz ze mną czekało ze zniecierpliwieniem na to co zaprezentuje sobą „The Hierophant”. I kurwa… czegoś mi brak. Nawet wiem czego. Ale po kolei. Dwójka Blaze Of Perdition naprawdę kopie po dupach – jest zdecydowanie gwałtowniejsza, prostsza od poprzedniczki. To znaczy – taki jest mój odbiór, bo jak człowiek się wsłucha, wiele, bardzo wiele się tu dzieje. Jednak cały czas nie mogę się oprzeć wrażeniu, że brakuje mi tu tej atmosfery, która cechowała jedynkę, elementów „religijnego” black metalu, rytmicznych z niebanalną melodyką, które tutaj zostały wyrugowane przez zwiększoną ekstremalność płyty. Jasne, mamy na przykład najdłuższy na krążku „Gospel of the Serpent’s King”, gdzie elementy te możemy odnaleźć, albo „The Tower Of Loss”. I te kawałki są naprawdę świetne, jakby jeszcze się tam polski język znalazł – bo to druga rzecz, której mi tutaj brak. Oczywiście mimo tego nowego albumu Blaze Of Perdition nadal słucha się bardzo miło – jeśli można tak powiedzieć, bo to po prostu dobra kapela i na „The Hierophant” nie ma po prostu złych numerów. Ba, „Speak Of Me Not” tak na dzień dobry wali bozę w ryj, że mu się ciernie prostują i niechybnie jest to jeden z najjaśniejszych punktów tego albumu. A pomyślcie sobie, jak pięknie darłoby się ryja po polsku do tego numeru! Ech szkoda tego.
Taka słodko – gorzka mi ta recenzja wyszła. Więc naprostuję – „The Hierophant” to w chuj dobra płyta, ale ma dla mnie te dwa poważne ubytki. Jednak szczerze ją polecam maniakom czarnego bluźnierstwa, o ile nie wpisali Blaze Of Perdition na swoją listę zdrajców z jakichś wydumanych powodów, hehe.
Ocena: 8/10
Tracklist:




