Wydawca: Mara Productions
Zastanawiałem się, czy ja już miałem styczność z muzyką Black Winged Goat Messiah gdy pierwszy raz puściłem sobie ich album w samochodzie. Gdzieś mi dzwoniło, pewny nie byłem, odpaliłem więc Encyklopedię.
I okazało się, że nie ma takiej możliwości, bo to pierwszy materiał tej fińskiej jednoosobowej hordy w ogóle. Ale słyszeć mogłem, owszem, przecież my w kejosie jak sobie nie zwalimy nad klonem Blasphemy albo Beherit to nie ma dnia, hehe. No, twórca „Satanic Morbid Lust” celuje w te klimaty więc nie dziwota, że łebek mi chodził podczas pokonywania kolejnych kilometrów. Może nie tyle w Blasphemy (choć jakieś tam inspiracje są) ile w Beherit właśnie, w Von, których cover tu usłyszymy, w Archgoat – no sami sobie chyba potraficie wyobrazić zestaw zespołów, które służyły tu za wzór. Pod każdym kątem – muzycznym, lirycznym (nazwy utworów jak „The Greatest Goatly Orgy”, „Phallic Unholy Monstrosity” czy „Desecrate of the Holy Book” mówią same za siebie) oraz wizualnym. Oryginalne to to nie jest, ale maniak takich dźwięków spokojnie się odnajdzie w przypadku twórczości Black Winged Goat Messiah. Oczywiście znam i lepsze kapele w tej stylistyce, ale nie ma co wydziwiać, skoro ten cały Conspirator daje sobie radę z instrumentami.
Oczywiście pewnie w portalu typu kvlt czy music wolves ten album zebrałby niższe noty (nie sprawdzałem, takie mam przeczucie), ale może się mylę. Na Kejosie jak to na Kejosie – ocena taka jak widać.
Ocena: 7/10
1. In nomine Dei Nostri Satanas Luciferi Exelsi
2. Goatmageddon Finally Comes
3. The Greatest Goatly Orgy
4. Crusaders of Diabolical Black Arts
5. Satanic Morbid Lust
6. Watain (Von cover)
7. Phallic Unholy Monstrosity
8. Desecrator of the Holy Book
9. Outro




