Wydawca: I, Voidhanger Records
Dwie godziny to jedna dwunasta doby. Staram się sypiać przynajmniej sześć godzin na dobę. Resztę czasurobię różne pożyteczne rzeczy, dochodowe i niedochodowe. Więc naprawdę trudno wygospodarować mi dwie godziny na dobę.
A najgorzej, jeśli są to dwie godziny stracone. A za takie uważam obcowanie z debiutem Midnight Odyssey. Z grubej rury poszedłem, co? Ale niestety takie mam wrażenie. Wiedziałem, jakiego sortu jest to album. Umościłem sobie więc posłanie, zrobiłem mocnego drinka, założyłem słuchawki i… przez dwie godziny walczyłem ze snem. Bo „Funerals From The Astral Sphere” okropnie mnie wynudziło. Nie jestem zwolennikiem black/ambientu, dlatego chciałem odsłuchać ten album w jak najbardziej komfortowych warunkach. Ale nic to nie daje. Plamy klawiszy rozlewają się po pokoju, powoli i ślamazarnie, czasem są przerywane melodyjno – melancholijnym black metalem z chujowym brzmieniem. Czyli jak nie dżuma to cholera, bo ja nie trawię ani jednego, ani drugiego. Długości kawałków dochodzą do trzynastu minut, najkrótszy ma chyba z pięć, więc jest to dla mnie prawidziwa odyseja przez mękę. Jasne, w którymś tam numerze wplecie jakąś ładną akustyczną gitarę, w innym zaśpiewa mu jakaś pani, w kolejnym zadrze na chwilę ryja… i co z tego, skoro mamy tu dwie godziny materiału?! Jak dla mnie ta płyta jest równie zajmującą i fascynującą czynnością, co usuwanie starych wiadomości ze skrzynki – a to robota na kilka dobrych godzin. Nie odróżniam od siebie poszczególnych kawałków, o ile nie zawierają one wspomninaych „cech szczególnych”, wszystko tu dla mnie jest na jedno kopyto. Fanem ambientowego Burzum nigdy nie byłem, inne tego typu wynalazki łykam z daleko idącą ostrożnością, bo 95% kapel tego sortu mnie nudzi (a pozostałych 5% i tak nie pamiętam po jakimś czasie). Nie inaczej jest w przypadku Midnight Odyssey.
Ta całkowicie subiektywna recenzja w zasadzie nie mówi wiele o „Funerals From The Astral Sphere”, bo i sama muzyka przeleciała i uśpiła mnie. Chciałbym rzec, iż zrobiła to w mgnieniu oka, niestety dwie godziny tego materiału odczułem jakoby wieki całe.
Ocena: 3/10
Tracklist:




