Wydawca: Werewolf Records

White Death możecie znać z dwóch rzeczy – z naprawdę dobrego debiutu zatytułowanego „White Death” sprzed bodajże trzech lat oraz z filmików udostępnianych na YouTube z ich koncertu na zeszłorocznym Steelfest, kiedy to ich wokalista, Vritrahn występował przez część występu przybity do krzyża. Nawet nie wiem, czy nie z fają na wierzchu, ale tego Wam nie potwierdzę na pewno.

No i kilka dni temu Finowie wypuścili drugi krążek – „Iconoclast”. Każdy kto zna debiut nie będzie ani rozczarowany ani zdziwiony. Dostajemy tutaj bowiem czterdzieści osiem minut black metalu, który chyba mógłbym określić jako „typowo fiński” lub „osadzony w fińskich klimatach”.

Czyli mamy tutaj z jednej strony brzmienie raczej z piwnicy, z brzydką, niechlujną produkcją, gdzie jadowite, ostre i agresywne riffy są poganiane przez rozwrzeszczany, klasyczny black metalowy skrzek, ale wszystko to absolutnie nie stroni od melodii. Fiński true black metal jak w corpse paint strzelił – choć ponoć obecnie zespół ulokował się w Urugwaju (albo sam wokalista, nie jestem pewien). Każdy z tych numerów to jak osobna kula wpakowana w potylicę Nazareńczyka, różnią się od siebie jedynie poziomem wkurwienia. Ale weźmy taki numer tytułowy – rytmiczny, z fajnie zarysowaną linią basu, gdzie wokal wyrzyguje kolejne bluźnierstwa, w dosłownie paru momentach jedynie wspomagany przez skandujący końcówki wersów wokal. Wypada to znakomicie.

Ale są również i kawałki bardziej melodyjne, gdzie niby tempo jest szybsze, blasty gęstsze, niby wszystko brzmi intensywniej, ale wszystko odbieram w inny sposób, właśnie przez melodykę. Która absolutnie nie obdziera muzyki White Death z przekazu i siły. Te kawałki są po prostu ciut mocniej zalatują folkowymi inspiracjami, ale na tyle, że wzmacniają stylistykę Finów niźli miałyby ją rozmiękczać.

No i jak to w przypadku sporej części black metalowych zespołów z Finlandii, tak u White Death słychać, że ta kapela chce brzmieć jak złe skurwysyny, co to naszczają na ołtarz, zwyzywają ci matkę i wykrzykną imię Szatana po wielokroć. O ile w przypadku części zespołów black metalowych czuć tutaj pozę, tak akurat na „Iconoclast” nie jestem w stanie tego wyłapać – dla mnie to szczera muzyka, a raczej mam nosa, jakby ktoś chciał mnie w chuja zrobić pod tym względem.

Z przyjemnością więc sięgam po krążki takie jak ten i jestem zdecydowany zakupić sobie go w formacie fizycznym, jeśli gdzieś mi się trafi. Dobre, brzydkie black metalowe granie.

Ocena: 8/10  

Oracle
19423 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

Skomentuj