Wydawca: Century Media Records
Co robi zespół, gdy jest legendą sceny metalowej, przyzwyczaił fanów do regularnego (w miarę) wydawania płyt, ale nie ma pomysłu na kolejny krążek? Wiadomo – wydaje kompilację. W czasach YouTube bez sensu jednak jest wydawanie albumu z serii „the best of…” czyli trzeba się ciut wysilić. Co wtedy?
Wydaje kompilacje z numerami nagranymi ponownie. Z takiego założenia wyszli najwyraźniej muzycy Voivod, którzy w lipcu wypuszczą płytę „Morgöth Tales”. Znajdziemy na niej dziesięć kawałków (w tym jeden nowy) – nagranych ponownie, pochodzących z lat 1983 – 2003. Co ja mogę Wam o nich więcej powiedzieć? No brzmią one tak jak brzmią nowe kawałki Voivod. Nie jestem aż takim ultrasem Kanadyjczyków, by wychwycić w nich jakieś bardziej znaczące zmiany aranżacyjne, więc dla mnie tak naprawdę ta kompilacja nie ma większego sensu. Ale poczekajmy, niech wypowie się Konopnicki, wszak on deklaruje miłość do Voivod od kołyski (choć jego wpisy wyciągnięte z odmętów internetuw świadczą coś innego) – pewnie się zachwyci. Ja nie będę rżnął maniaka i znawcy Voivod, bo po chuj? Dla lajków albo pińciu złotych na jakimś żebroportalu? Dla mnie ten krążek jest po prostu wypełniaczem dyskografijnym, skokiem na kasę fanów lub po prostu wymówką by śmignąć sobie znów w trasę i pokoncertować. Moim zdaniem ta kompilacja w ogóle mogłaby się nie ukazywać, bo jakoś nie jestem fanem nagrywania ponownie starych kawałków, a już na pewno wypuszczania całej płyty z nimi – to było fajne na przykład w przypadku Iron Maiden gdy takie rzeczy lądowały na stronach B singli.
Płyta jedynie dla tych, którzy mają zbyt wiele pinionżków lub rzeczywiście logo Voivod mają wytatuowane na pośladku lub wypalone w sercu. Reszta niech sobie odpuści.




