Skip to main content

Wydawca: BMG

Dobra, często trafiają do mnie wznowienia, które są tak naprawdę nie za bardzo człowiekowi do szczęścia potrzebne. Mało tego, wznawiane są zespoły, których nawet człowiek nie znał, a takie wznowienia mają przynieść raczej radość starym członkom zespołu, którzy już dawno zapomnieli, że kiedyś sobie hałasowali na ten przykład.

I są wznowienia takie, jak to, które kręci się u mnie na talerzu od kilku dni. Venom oraz ich from the very deepst of Hell – „Black Metal”. Płyta – pomnik. Album, który wpłynął na całe pokolenia metaluchów na całym świecie. Ikoniczna okładka, ikoniczne brzmienie, ikoniczne utwory. Chyba domyślacie się, że jest to dla mnie ważny zespół. No bo dla kogo nie jest? Pewnie nawet jeśli ktoś nie słucha Venom literalnie, bo jest to dla niego zbyt prymitywne, to słucha zespołów, które jednak jakoś tam Venom się inspirowały. Jeśli zespoły, których słucha, nie inspirowały się Venom, znaczy to, że chuja on tam słucha, a nie metalu. Nie wiem, co ja Wam mogę napisać o tej muzyce, którą przecież wszyscy dobrze znają już od czterech dekad. Ja znam od dwóch z hakiem. Poznałem ją dzięki katalogowi wysyłkowemu Metal Mind Records, kiedy jako szczyl zakupiłem sobie wszystkie dostępne wówczas pozycje Brytyjczyków, jakie były na stanie. A było to nad wyraz skromne zamówienie, bo opiewało tylko na dwa pierwsze albumy oraz „Ressurrection” o ile się nie mylę. I cóż, dwadzieścia dwa lata później mam takie same ciarki na dupie słuchając „Black Metal” jak wówczas. Mam taką samą żądzę rozróby i black metalowego chuligaństwa, jak wówczas gdy odpaliłem taśmę w swoim kaseciaku i usłyszałem pierwsze takty numeru tytułowego. Ogień i energia cały czas jest ta sama – muzyka z tego albumu się nie starzeje. I dotychczas tak naprawdę katowałem ten album z zajechanej taśmy, która mimo wszystko cały czas daje radę. Ale są też albumy, które bardzo chcę mieć na czarnym krążku i na „Black Metal” polowałem sobie bez ciśnienia. A tu taka miła niespodzianka, że reedycja z okazji czterdziestej rocznicy wydania ląduje w moim paczkomacie. Bardzo ładnie wydany, ale bez przasadnych fajerwerków – okładka z tłoczonym tytułem, do tego z ładnym plakacikiem (i tak sobie go nie powieszę, ale będę dumnie posiadał!) no i dwunastocalowym winylem o ciekawej barwie – coś co nazwano srebrny swirl i możecie sobie obczaić na zdjęciu. Jeśli więc chcecie wzbogacić swoją kolekcję płyt o jedną z najważniejszych płyt w historii metalu – trafia się Wam doskonała okazja. Bo są albumy, których na winylu słucha się jakoś lepiej. I to właśnie jeden z nich.

Cóż Wam mam powiedzieć na sam koniec, jeśli nie: Venom rządzi, deptaj krzyże!

Side A – Black
1. Black Metal
2. To Hell and Back
3. Buried Alive
4. Raise the Dead
5. Teacher’s Pet
Side B – Metal
6. Leave Me in Hell
7. Sacrifice
8. Heaven’s on Fire
9. Countess Bathory
10. Don’t Burn the Witch
11. At War with Satan (preview)

Oracle
17028 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

petrification
Newsy

Wieści od Petrification

OracleOracle22 stycznia 2024
Newsy

Nowe wydawnictwo Szron

EfEf23 września 2012

One Comment

  • Bartłomiej Burkiewicz pisze:

    Piękne słowa. Kto nie słucha Venom ten chuja słucha ☺️ Venom i Motorhead to dwa brytyjskie zespoły bez których nie istniałyby inne wielkie gwiazdy, Slayer, Sepultura, Metallica i wiele innych. Choć Venom wymyślił termin black metal to dla mnie muzycznie oni zawsze byli bliżej punk rocka niż metalu.

Skomentuj