Wydawca: Osmose Productions
Die hard fanem fińskiego Urn nigdy nie byłem, ale doceniałem w zasadzie ich twórczość. Coś tam chyba nawet na półce od nich mam. Stwierdziłem więc, że nie zaszkodzi sprawdzić sobie co tam nam proponują na „Demon Metal”. I tak od lutego (wtedy dostałem promo) katuję sobie ich najnowszą propozycję.
I muszę powiedzieć Wam, że mam zgryz z tym krążkiem. Bo mimo upływu czasu oraz wielu sesji odsłuchowych nie zaskoczył tak jak powinien. Black/thrash metal w mojej opinii ma to do siebie, że przede wszystkim powinien dać słuchaczowi w ryj już na wstępie. Nie ma tutaj miejsca na zabawę w nastrój czy atmosferę. Ta muzyka powinna słuchacza zmiatać z planszy. W przypadku „Demon Metal” to nie nastąpiło. Poczułem się trochę tak, jakbym został lekko klepnięty w pierś albo w ramię – bez żadnego efektu. Numery w stylu „Are You Friend with the Demons”, „Iron Star” czy “Cold Void Skin” są po prostu wyprane z emocji, nijakie straszliwie. Reszta od nich jest tylko trochę lepsza. Fakt, ta płyta brzmi całkiem spoko, ale też Urn nie jest dla mnie zespołem, który ma brzmieć „spoko”. Ma być brudny i obskurny, a te numery brzmią zbyt łagodnie, jakby zamiast do porządnego songwritingu bardziej przyłożono się do polerki soundu.
No kurwa, ni chuj mi ten album nie podszedł. Wynudził mnie jedynie. Spodziewałem się Szatana, może nawet jeśli nie takiego kurwa mega dużego, to takiego średniego. A tu – jakoś tak niemrawo. Oczywiście są na tej płycie momenty, jednak jest ich zbyt mało żeby przykuć moją uwagę. A nawet i one brzmią trochę jak przeróbka lepszych numerów Destroyer 666. Natomiast na plus biorę, że ten wkurwiony bałwanek z okładki „Dawn of the Devastation” wyrósł na takiego paskudnego skurwysyna jak na froncie „Demon Metal”. I to by było na tyle z rzeczy pozytywnych.
No to ja jestem rozczarowany tym co tutaj usłyszałem. Może jacyś totalni maniacy tej grupy stwierdzą, że chuja się znam, ale nie poradzę. Dla mnie – strata czasu. A swój czas cenię sobie wyjątkowo wysoko.
https://www.facebook.com/Urnofficial
http://www.osmoseproductions.com/





