Wydawca: Arachnophobia Records
Czy czekałem na debiut UR? Nie czekałem, niemniej jednak „Hail Death” doceniam, posiadam na CD i obrócę ją w odtwarzaczu raz na jakiś czas.
Debiutancki materiał zatytułowany „Black Vortex” sprawdzam już od jakiegoś czasu i niestety, ale nie może mi do końca zaskoczyć. Próbuje wyciągnąć z tej muzyki coś dla siebie, ale nie udaje mi się. Ja wiem, że to nie jest i nigdy nie miało być oryginalne granie, ale płyta zwyczajnie mnie nie porywa. Mimo licznych przesłuchań ta wariancja na temat black metalu, który raz skręca nieco w kierunku czarnego thrashu, a raz w alejkę doom metalowych wałków, nie do końca się sprawdza. I powoli ta recenzja robi się jak ta płyta: nudna. „Hail Death” było trochę bardziej skoncentrowane i nakierowane na doom metal. Mnie to granie leżało dużo bardziej i podtrzymuje pozytywną opinię o tej EP-ce. „Black Vortex” natomiast nie mam ochoty słuchać, bo ta muzyka w żaden sposób mnie nie porusza. Są jakieś pojedyncze momenty, przy których oderwę się od zadań dania codziennego i skupię na chwilę na muzyce. To tyle.
Wymęczyłem tę recenzję, nie jestem z niej zadowolony. Niestety pełny album UR nie stanie się najjaśniejszym klejnotem w koronie Arachnophobia Records…
Ocena: 6,5/10
Tracklist:
| 1. | Black Vortex | ||
| 2. | Black Spark | ||
| 3. | We Are Mortal | ||
| 4. | Shed My Skin | ||
| 5. | The Beckoning Silence | ||
| 6. | The Last Feast | ||
| 7. | Cleansing by Fire | ||
| 8. | The Goddess of the World | ||
| 9. | Oblivion |





