Wydawca: Black Death Production
Trwoga? To do boga!
Sześć lat czekania na nowy album, dość sporo. Czy „Triumphus Mortis” będzie mesjaszem, który odmieni oblicze sceny? Tej sceny?!
Nie, jednak to bardzo przyjemny black metal, taki, który od czasu do czasu wywołuje myśl o zarzuceniu sznura na szyję. Choć nie jest to stricte DSBM, to jednak zapach piwnicznej śmierci potrafi dosadnie uderzyć w szyję. A to za sprawą wyśpiewanych w ojczystym języku tekstów, riffów, czy przerw w postaci instrumentali, które stanowią surrealistyczną podróż poprzez pustkę.
Pustkę, której mogliście mieć szansę zaczerpnąć na poprzednim albumie. Można powiedzieć, że jest to „bezpieczna” kontynuacja utartych schematów. Jednak czy to koniecznie błąd? Gitary utrzymane w średnich tempach posiadają bardzo miły piwniczny wydźwięk, czasem skubną czymś surowym, sypną śniegiem, a czasem wjedzie solo porywające w trupi amok. Było? Było, ale kij z tym, jeśli bawi dalej. Koła na nowo wymyślać im nie kazano.
Całość trwa niecałe 42 minuty. I cholera, nawet nie skapnąłem się, kiedy ten czas zleciał. Więc odpaliłem go drugi raz i efekt podobny. Miłe i niezobowiązujące granie, z predyspozycjami do bardzo fajnych występów na żywo. A wiem, co bredzę, bo miałem szansę zobaczyć chłopaków parę razy na żywo, jak ogrywali stare materiały i bawiłem się wyśmienicie.
Kończę, bo mi rosół kipi – „Triumf Śmierci” chocholim tańcem zaprowadzi Was w znajome obskurne rejony i zaspokoi te mniej rozbujane ega szukające ponurych wrażeń przeszytych nicią zwaną padół łez – Ziemia.
Tracklista:
1. Intro
2. Więzy
3. Padół
4. Vacuum Horrendum
5. W mury milczącego miasta
6. Martwi my
7. 194.
8. Ignis Purgationem
9. Siewcy zarazy
10. Ciemnica
11. Discessum Animarum
12. Chocholi
13. Outro




