Wydawca: Defense Records
Top Sekret to mi się kojarzy z taką gazetką komputerową, którą kupowałem za szczeniaka. Ale nie wiedziałem, że za naszą południową granicą egzystuje sobie kapela, co też tak się nazywa. I nakurwia sobie wesolutki grind.
Ogólnie z grindem to ja się naprawdę lubię. Kłaniamy się sobie na ulicy, mamy wspólnych znajomych, czasem się napijemy albo zapalimy. Nie jestem więc przeciwnikiem, a nawet wręcz przeciwnie. Warunek jest jeden – grind core musi być fajny. Może być oklepany jak dach renówki przez sprzedawce używanych gablot. Ale musi mieć w sobie to coś, bujać, miażdżyć, śmieszyć nawet. A w przypadku Top Sekret jest że tak powiem różnie. Niby ma to jakieś tam pierdolnięcie, typowe dla grinda bujanie i wszystkie składowe dobrej grindowej płyty, łącznie z prosiakowaniem. Na „Piggy Op” jednakże niewiele mnie kręci. Piosenki o sraniu mnie nudzą, wesolutkie przyśpiewki w stylu „Opici” jakoś przelatują bokiem. Podejrzewam, że lepiej bym się bawił oglądając Top Sekret na żywca, po pięciu piwach i tyluż baniach. Przesłuchałem ten album (w sumie to nawet nie wiem czy to pełniak czy EPka, bo do ośmiu nowych kawałków dodano kawałki z wcześniejszych płyt) kilkanaście razy i dalej to samo. No fajne. Ale na pięć minut. Góra dziesięć. Ale nie zdarzyło mi się przesłuchać „Piggy Op” dwa razy pod rząd. Więc szału nie ma.
Jeśli słuchasz tylko grinda o guwnie, to pewnie wgryziesz się w ten materiał jak owsik w brąziowiutką kupę. Ja w razie czego odstąpię swoją porcję.
Ocena: 6/10
Tracklist:
01. Onany Boy
02. Foot Fetish
03. Piggy Op
04. Do Vany Sral
05. Anulu
06. Morbinudus
07. Mister Hoven
08. Opići
09. Ćoko Voko
10. Dildo
11. Zanet Nadvarlat
12. Ześrane Monterky
13. Somar
14. Vymerdej Si Prdel Hovnem




