Wydawca: Darker Than Black Records
A teraz coś dla naj-kurwa-zagorzalszych maniaków czerni. Todesweihe, czyli czczący Szatana w ultrapurystycznej formie Niemcy.
Na „Necronomicon Ex Mortis” zebrano do kupy materiał z ich demowki, epki i numerów zarejestrowanych na żywo. Łącznie siedemdziesiąt minut black metalu a’la Darkthrone, bardzo wczesny Mayhem oraz Burzum (tu i ówdzie). Podane z raczej kiepskim brzmieniem, w przesadzonej ilości. Dlatego właśnie, by łyknąć propozycję Todesweihe trzeba być stuprocentowaym maniakiem, najlepiej z tych, którzy to „wpierw ideologia, a potem umiejętności muzyczne”. Choć te ostatnie może i tu są, jedynie trudno je dosłyszeć, zwłaszcza w numerach koncertowych. Todesweihe po prostu jak na moje ucho nie wyróżnia się niczym szczególnym sposród tysięcy podobnych kapel black metalowych. Numery, które znajdują się na „Necronomicon Ex Mortis” są albo totalnie przewidywalne, albo niczym nie wybijające się ponad przeciętność. Kilkakrotnie zdarzyło mi się co prawda, iż jakiś moment mnie zaciekawił, ale były one nieliczne i raczej szybko tonęły w gąszczu typowej black metalowej sieczki. Albo zostały zgniecione przez nieczytelne brzmienie (jak utwory zaczerpnięte z epki „Nachts am alten Friedhof” – gdyby nie syfiasty sound mogłoby być całkiem ciekawie). Gdzieś tam wpleciono między utwory jakiś sampel na temat palenia kościołów w Norwegii. Ta płyta swoimi kompozycjami nawiązuje do spuścizny tamtych lat. Z tym, że tamte krążki były i są kamieniami milowymi, do których Todesweihe nie dorasta.
Tak więc niestety, nie mogę powiedzieć, bym był zachwycony tym co usłyszałem na „Necronomicon Ex Mortis”. Może nie jestem prawdziwy, a może po prostu lubię słyszeć muzykę, by móc ją potem poczuć.
Ocena: 5/10
Tracklist:



