Wydawca: Darker Than Black Records
Atmosferyczny black metal to nie jest mój konik, nawet jeśli kapela pochodzi z Polski. A TOBC właśnie spełnia obydwa kryteria.
Już na dzień dobry myślę, że zjebały mi się słuchawki, na których uprzednio sobie usiadłem, a potem okazuje się, że wcale nie – działają tak jak działały, tylko „What’s it’s like to be Undead” tak brzmi. To nie zwiastuje nic dobrego. Okej, TOBC to zespół jakich wiele na polu samobójczego / depresyjnego black metalu i niestety nie mogę znaleźć u nich tego czegoś, co sprawi, że zostanę przy tych dźwiękach na dłużej. Niby jest nieźle, chwilami Dominicus – jedyny członek zespołu, jak na ten gatunek przystało – potrafi zarzucić ciekawym motywem, jednak przez większą część trwania drugiej płyty zespołu nie urywa mi to dupy. Może ktoś, kto siedzi w tej muzyce głębiej potrafiłby docenić. Mi się to kojarzy chwilowo z takimi klasykami w stylu Lifelover,wczesna Katatonia, mrocznym rockiem a’la Joy Division – myślę, że rozumiecie, co u TOBC piszczy. Może moje odczucia byłyby nieco lepsze, ale dodatkowo dobija mnie długość tego materiału. Przyznam, że przysypiam trochę podczas słuchania „What’s it’s like to be Undead”. A tu dopiero numer piąty z dziewięciu.
Nie wiem, niech sobie odsłuchają ten krążek smutni metalowcy, którzy siedzą w tej muzyce częściej i głębiej niż ja i najwyżej wyślą mi hatemaila, ze zjebą, że się nie znam. Dla mnie to muzyka przeciętna, ot tak na pół skali.
Ocena: 5/10
Tracklist:
| 1. | Bleakness in Blossom | ||
| 2. | Deca Dance | ||
| 3. | Distant | ||
| 4. | Good Morning | ||
| 5. | Into the Fray | ||
| 6. | Un | ||
| 7. | Dead Nation | ||
| 8. | Life to Let | ||
| 9. | Revival |




