Skip to main content

Wydawca:Alles Stenar

Dzisiaj przed Wami i mną jedna z tych płyt w przypadku których często słyszę „po chuj  opisujesz jak się na takiej muzyce nie znasz”. Otóż, po pierwsze:  po chuj to ma krasnal brodę. Po drugie przysyłają to stukam recenzję.

I tak to właśnie jest z Starlit. Mógłbym olać sprawę, potraktować, że sobie pozwolę użyć figury retorycznej, niekoniecznie miłą memu uchu muzykę, jak kibic kibica. Kopnąć i na odchodne rzucić tylko „takie Lustre tylko bez gitar” i z dyńki, pijemy dalej. Ale nieee, jak mawiał klasyk. Nie ma lekko. Przyznam się, chociaż pewnie większość już złapała, że muzyka którą prezentuje na „Ataraxis” pan Nachtzeit jest dla mnie ciężkostrawna. Człowiek ze mnie racjonalny i nie zdarza mi się odpłynąć przy przelewających się przez uszy dźwiękach, tworzących wokół słuchacza obrazy, jednoznacznie kojarzące się z transcendentalną podróżą w głąb własnej duszy. Jako człowiek o umyśle prostym nie jestem w stanie przyswoić tak złożonej koncepcji powstawania muzyki. No dobra, nie będę tu wciskał głodnych kawałków. Nie kupuję kompletnie takiej muzyki. Nie rozumiem szczerze powiedziawszy sensu jej tworzenia. Jest dla mnie zbyt monotonna, nostalgiczna i alienująca słuchającego ze świata realnego. Dla fanów RPG to pewnie (o grach mówię, a nie rakietach) jak znalazł. Niejedną sesją można by pod nią poprowadzić. O, albo nadała by się jako soundtrack do jakiejś gry. Ale ja podziękuję.

Wiadomo, muzyk, czy bardziej ogólnie mówiąc, artysta to dusza wrażliwa pragnąca przekazać co jej tam pod skrzydłami siedzi. Niestety jestem raczej negatywnie nastawiony do takich ambientowych produkcji jak tu, więc mnie Starlit po prostu znużył. Nie na tyle jednak, abym nie umiał docenić pewnych walorów „Ataraxis”.

Ocena: 6/10

Tracklist:

01. Part 1

02. Part 2

03. Part 3

04. Part 4

05. Part 5

Ef
4473 tekstów

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Newsy

Motörhead – nowy album

OracleOracle4 września 2013

Skomentuj