O takie granie, jakim para się Sonic Wasteland w naszym kraju chyba jest dość trudno – przynajmniej ja nie mogę skojarzyć wielu zespołów grających w tym stylu. Ale też ja nie jestem jakimś szczególnym koneserem tej sceny, ani Chaos Vault forum, na którym skupiali by się fani niniejszego granka.
Chodzi mi tu z grubsza o muzykę stanowiącą z jednej strony jakąś pochodną stonera, a z drugiej – w większym stopniu – inspiracje dark americaną czy rockabilly czy lekko nawiedzonym country. „Tales from the Wasteland” to całkiem fajny zbiór piosenek, lekko zabarwionych horrorem. Na pewno nieźle sprawdziłyby się jako soundtrack do kina drogi z trupami w tle. Słuchając nich czujecie piasek między zębami i wdzierający się do oczu kurz, jaki zostawił za sobą zdezelowany pick up na drodze pośrodku niczego. Charakterystyczne drganie gitar brzmi w uszach, a pulsujący bas każe nerwowo odwracać się co moment za siebie. No i wokal, opowiadający niesamowite historie, zbliżony oczywiście do barwy Roba Coffinshakera.
I teraz – czy ma to szansę się podobać? Ma, jak najbardziej, szczególnie że lubię The Coffinshakres, Johnny’ego Casha i The Cramps, a też tęsknię za Them Pulp Criminals (choć oni byli zdecydowanie bardziej ponurzy). Może i nie każdy kawałek z „Tales from the Wasteland” wpada mi od razu w ucho, czy sprawia że sobie podtupuję, ale większość z nich owszem. Osobiście zdecydowanie wolę te żywsze numery w stylu „Last Train to Endsville”, „Daddy’o Outlaw” czy „Sleepless Nights”, ale znajdziecie tutaj też kilka innych niezłych piosenek. Tak – w końcu na Kejosie piszemy o piosenkach, prawda?
Tak więc w ramach oddechu od czerni lub śmierci zawsze możecie dać szansę albumowi, który zabierze Was na pustynię, da do ręki łopatę i każe zakopać to, co zalega w bagażniku. Chętni?
https://www.facebook.com/sonicwasteland





