Wydawca: SPV/Steamhammer

Sodom. Sprawa w zasadzie prosta – jego się kocha i żyje thrashem. Jako i ja. Tym bardziej czekałem na ich najnowszy wypust, „In War And Pieces”. No i doczekałem się w końcu.

Sodom jak ostatnio gra – każdy słyszy. Wiadomo, że nie będzie już powrotu do lat chwały w postaci „Obsessed By Cruelty” czy „Persecution Mania”. Ale i tak jest dobrze. Choć szczerze mówiąc, wałkuję czternasty (!) album kompaniji Tomka – po trochu, bo mi się po prostu podoba, lecz po trochu, bo chcę by spodobał mi się jeszcze bardziej. Ale po entym przesłuchaniu „In War And Pieces” zostanę chyba przy tej pierwszym stwierdzeniu. Mamy w zasadzie tu wszystko, czego wymagamy od Sodom – porządne thrashowanie, dość proste i rytmiczne utwory. Ale. Ale brakuje mi tu jakiejś przebojowości, która cechuje olbrzymią większość krążków tria z Niemiec – a przynajmniej ja jej nie dostrzegam. Oczywiście, że mamy rozpierdalające ciosy w postaci kawałka tytułowego, „Storm Raging Up”. Ale mamy też jakieś rzeczy co najmniej dziwne jak zbytnie umelodyjnienia (w złym znaczeniu tego słowa), jak „Feigned Death Throes” czy „The Art of Killing Poetry” – zwolnienie, melodyjna solówka… Ja nie tego oczekuję od Sodom, bo chwilami łapię się na tym, że krążek mnie po prostu zaczyna nudzić. Sodom nudzić???!!! Ano tak, ale podkreślam, że jeno chwilami, jak w rozwleczonym „God Bless You”, który ma porządny riff, lecz niestety potem coś się dzieje, jakaś melodia, zwolnienie i kapela traci impet. Zajebiście szkoda. Dobrze, że „In War And Pieces” zawiera jeszcze takie numery jak „Knarrenheinz” – kawałek petarda, który pokazuje, że Sodom wciąż ma jaja. I że wciąż ma feeling jak w zamykającym pierwszą płytę „Styptic Parasite”. Mówię, o pierwszej płycie, gdyż jestm posiadaczem limitowanej edycji, wzbogaconej o koncert Sodom z Wacken sprzed trzech lat. Całkiem niezły, choć trochę krótki i bez wieeelu świetnych numerów. I może właśnie przez to, że odsłuchuję sobie „In War And Pieces”, a potem płytę z takimi kawałkami jak „Christ Passion” czy „Ausgebombt”, mam wrażenie, że najnowszy album Sodom jest zbyt miętki i czemuś mu brakuje?

Sodom to Sodom, kupy nie nagrał i na pewno ich ostatnia propozycja wielu się spodoba. Jedynie niektórzy (w tym ja) stwierdzą, że dobre, ale były lepsze. I tego może się trzymajmy.

 

Ocena: 7/10

 

Tracklist:

 

1. In War and Pieces
2. Hellfire
3. Through Toxic Veins
4. Nothing Counts More Than Blood
5. Storm Raging Up
6. Feigned Death Throes
7. Soul Contraband
8. God Bless You
9. The Art of Killing Poetry
10. Knarrenheinz
Styptic Parasite

CD 2 (Bonus Live At Wacken Open Air 2007)
1. Blood on Your Lips
2. City of God
3. Proselytism Real
4. Christ Passion
5. One Step Over the Line
6. Abuse
7. Sodomy and Lust
8. Ausgebombt
9. The Saw Is the Law
10. Outbreak of Evil

Oracle
19385 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Hell-Born „VII”Recenzje

Hell-Born „VII”

OracleOracle2 października 2026
Dissimulator „Artifice Dissolves”Recenzje

Dissimulator „Artifice Dissolves”

OracleOracle1 października 2026
Profeci „Troska”Recenzje

Profeci „Troska”

OracleOracle30 września 2026

Skomentuj