Wydawca: Thrashing Madness Productions
Historia tej kapeli jest dość krótka i prosta – po rozpadzie Merciless Death jeden z muzyków ani myślał kończyć z muzyką, zwerbował więc kilku kumpli i założyli zespół. Nazwali się Silence. Pograli rok z okładem, nagrali demo i odeszli w niepamięć.
Ale nie wszystkich. Pamiętał o nich Lechu – wyciągnął demo zatytułowane „The Last Warrior” na światło dzienne po ćwierć wieku od rejestracji i wtłoczył w srebrne rowki. Jak to zwykle u niego sprawy się mają – dorzucił kilka fotek, bio i teksty – więcej mi nie potrzeba, bo wyszło to fajnie. A sama muzyka? Silence grało thrash metal – nie odstawali od większości ówczesnych kapel, grali brutalnie i surowo. Czuć, że wyraźnie ciągnęło ich w stronę death metalu i nie wiadomo, jak wyglądałaby ich muzyka, gdyby przetrwali próbę czasu. Nie ma co zachodzić w głowę – pięć numerów z „The Last Warrior” jednak pokazuje, że mogło być całkiem w porządku, gdyby tylko historia nie potoczyła się „po polsku”.
„The Last Warrior” to jednak porządne granie i o ile nie wiem, na ile zainteresuje młodszą część słuchaczy, to pewnie część starszych pierników powinno ją zakupić choćby z sentymentu.
Tracklist:
| 1. | Intro/Dom wariatów | ||
| 2. | Last Warrior | ||
| 3. | Dzwon bije dla mnie | ||
| 4. | Noc śmierci/Outro | ||
| 5. | Bonus reh. instrumental |




