Wydawca: Dying Victims Productions
Pełnowymiarowy debiut polskiego hordu Sexmag za kilka dni stanie się faktem. Pewnie pamiętacie, że w przypadku pierwszej EPki, czyli „Sex Metal” wyrażałem się o ich muzyce z estymą i rzec by można – zachwytem. A to nie było takie oczywiste, bo w sumie scena trochę się podzieliła co do odbioru twórczości Sexmag.
No a od tego czasu trochę wody w śląskich rzekach upłynęło. Po drodze było jeszcze demo „Żelazna Dziewica”, które było spoko, ale już nie wywoływało u mnie tego dreszczyku, co EPka. Wiedząc, że zespół pracuje nad nowym materiałem, ciekaw byłem co z tego wyjdzie. No i od pewnie dwóch miesięcy katuję sobie już „Sexorcyzm”. I jak jest? Ano jest dobrze. Ale czy bardzo dobrze? No, chwilami tak, ale w większości – po prostu dobrze. Doszukuję się tu wręcz minusów, których próżno szukać było wcześniej.
Do minusów zdecydowanie zaliczam okładkę – nie wiem, dlaczego tak wybrano, przecież zarówno front covery debiutanckiej EPki jak i „Żelaznej Dziewicy” są naprawdę fajne – oldschoolowe, nawiązujące do klasyki, ale wykonanie nie są usilnie infantylne. Debiut zdobi potworek i choć oczywiście wyczuwam konwencję, to nadal uważam, że można było to zrobić lepiej (no i zastanawiam się, w jakim szpitalu składali prawe ramię tej biednej, jednonogiej kobiecie…).
Muzycznie i stylistycznie jest to cały czas olbrzymi hołd dla europejskich z lat osiemdziesiątych, szczególnie z tej czerwonej części żelaznej kurtyny. A jeszcze bardziej szczególnie – dla sceny polskiej. Destroyers, Wilczy Pająk, Kat – wiadomo, podstawa dla wielu. Na pewno dla Sexmag. I fajnie, natomiast mam wrażenie, że usilna chęć odwzorowania muzyki sprzed czterdziestu lat powoduje, że „Sexorcyzm” brzmi słabiej od „Sex Metal”. Jest bardziej płaskie, przez co traci siłę uderzenia w porównaniu do wcześniejszych materiałów. Mam też wrażenie, że same numery są odrobinę mniej porywające. To cały czas dobry, oldschoolowy speed/heavy/thrash metal z mocnym piętnem pierwszej fali black metalu – jednakże pomimo wielu wielu odsłuchów nie zostaje on tak w pamięci jak „Wysłannik Hadesu” czy „Zapomniany Czarci Kult”. Oczywiście nie ma tu nudy, tylko jakby mniej wpada w ucho i pamięć. Jakby „słuchable level” był o oczko niżej niż dotychczas. Wciąż jest dobrze, jednak czegoś tym razem brakło.
Dlatego też cały czas stoję na stanowisku, że EPka z dotychczasowych materiałów broni się póki co najlepiej. Ale mimo to Sexmag nie dał dupy i spokojnie mogę zarekomendować „Sexorcyzm” każdemu katarzaniowi zakochanemu w starym dobrym metalu pełną gębą.
Dying Victims Productions – Label & Distro for Heavy, Speed, Thrash, first wave Black & Death Metal





