Wydawca: Piranha Music
Zaskoczyłem się wydaniem albumu Schizma w labelu sygnowanym logówką uroczej rybeńki. Pierwsza myśl – jak ja to zrecenzuję, skoro z hard corem to u mnie jak z matematyką?
Ale generalnie coś tam sobie czasem posłucham, może nie wejdę totalnie w nieodkryte rejony jak jeden mój kolega Łukasz, ale się staram. A więc „Upadek” to dwanaście agresywnych strzałów w ryj. Mocnych, bezpośrednich i trafiających dokładnie tam, gdzie powinny. Jest szybciej, czasem trochę wolniej, ale nieustannie na – przepraszam za wyświechtane wyrażenie – pełnej kurwie. Kapela, która jest na scenie od ponad trzech dekad, nieustannie emanuje młodzieńczym wkurwieniem i energią. A że ja lubię muzykę wkurwioną – nie mam problemu z tym krążkiem. Daje radę do biegania i do jazdy samochodem, raczej szybszej. Pewnie do napierdalania się byłby jeszcze lepszy, ale jakoś nie miałem sposobności. Teksty dotyczą żyćka i przede wszystkim jego gównianych aspektów. Szatana tu nie znajdziecie, a pewnie skoro opisujemy coś na Chaos Vault to moglibyście tego oczekiwać, hehe.
Nie wiem w sumie do ilu z naszych czytelników skierowana miałaby być ta recenzja. „Upadek” to dobry album, ale nie wiem ilu z Was się do niego przekona po słowach typa, który z hard corem ma tyle wspólnego co z Mercedesami. Czyli niewiele.
Tym razem bez oceny, bo nie czuję się kompetentny.




