Wydawca: Wheelwright Productions
Ten materiał to trochę jak para z piosenki u Agnieszki Osieckiej – po przejściach i z przeszłością. Nie jest to więc nic nowego, a jedynie odświeżonego i wtłoczonego w czarne, winylowe rowki. I przesłanego celem analizy do nas. Więc zaczynajmy.
Mowa o Sauron, konkretnie tym najstarszym Sauron z Polski (poza nim były jeszcze dwa jeśli nie wiecie). Może o historii słów kilka właśnie – „Kraina Martwego Słońca” to pierwszy materiał, który Sauron nagrał w profesjonalnym studio, a że zbiegło się to z rozpadem kapeli, to wyszło jak wyszło. A w zasadzie to nie wyszło, nie licząc formatu CD-R. Kudy mu do winylowego wydania, które trzymam w łapach! Oprawa robi naprawdę wrażenie, świetnie wydany kawał muzyki. Właśnie – zapytacie – jak z muzyką? Też bardzo dobrze. Siarczysty diabelski pagan/black metal, jeśli mówimy o latach dziewięćdziesiątych to wręcz esencjonalny. Bezkompromisowy (wszak były to czasy, gdy black metalowcy nie pchali się do TVN a co najwyżej do kryminału za palenie obór), zły… Nawiązujący do obydwu fal black metalu, choć wiadomo, że do tej drugiej jakby bardziej. Zresztą, o jakim nawiązywaniu do drugiej fali mówimy, skoro zespół na polskich ziemiach ją współtworzył? Pomimo remasteringu wyraźnie czuć na nim surowość produkcji sprzed dwudziestu lat, zaś pod względem kompozycji dostajemy tu naprawdę sporą dozę starej, dobrej siarki, przy czym nie przeszkadza to temu, aby pewne kompozycje po prostu wpadały w ucho. Taki zamykający całość „The Thunderstorm”, cholernie drapieżny, mimo to po prostu zapada w pamięć. Choć mamy też i rzeczy bardziej majestatyczne – „Menhir” na przykład, gdzie jest wolniej, z perkusją imitującą wezwanie do bitwy, albo „Wanda” z dobrym klawiszem w tle. Z kolei łamię sobie głowę, gdzie słyszałem już riff do „… To Flames”, bo na pewno z czymś mi się kojarzy. Tylko za cholerę nie wiem z czym. Ale to nic, „The Land od Dead Sun” słucha się wyborie. A że ten album nie jest wcale taki długi, łyka się go na raz i prosi o dokładkę.
Nie wiem na ile młodsi słuchacze poznają się na tych kompozycjach, wszak nie wszyscy muszą lubować się w black metalu sprzed dwudziestu lat, jeśli takowy akurat nie jest w modzie. Mnie kupili. Bez oceny, ale naprawdę warto.
Tracklist:
| Side A | |||
| 1. | Menhir | ||
| 2. | Chariots of Doom | ||
| 3. | Wanda | ||
| 4. | …to Flames | ||
| Side B | |||
| 5. | In the Shadow of Svantevit | ||
| 6. | Czarcie bagna | ||
| 7. | The Thunderstorm | ||




