Wydawca: Arcadian Industry
Już słyszałem opinie, że „jezu, jaka głupia polska nazwa”. Cóż, zapewne jakby nazywali się Mercury, Kvikksølv lub Quecksilber to nikt by nawet się tym kurwa nie zainteresował. Polski metaluch to jednak dziwny jest.
No dobra, ale nazywają się Rtęć, są z Wrocławia i grają… no właśnie, co to za muzyka? Powiedziałbym, że w dużej mierze jest to pochodna black metalu, choć mam trudności z nazwaniem tego stricte black metalem. Z drugiej strony – kto nie słyszy Darkthrone w „Biada zwyciężonym którym nie pomógł nikt powstrzymać ostatecznego ciosu” powinien iść do laryngologa albo poczytać sobie kvlt czy njusy na metalnews. Generalnie echa Norwegii na tym krążku nie są niczym odosobnionym, bo spokojnie posłyszycie tutaj również Carpathian Forest czy wręcz chwilami Khold. Poza tym zespół wplata w to sporo punkowej motoryki i melodyki, co z kolei przekłada się na względną prostotę większości tych kompozycji. Z uwagi na nie najdłuższy czas trwania „Martwimy” koniec końców słucha się tego nieźle. Z drugiej strony – trzech z czterech muzyków tworzy również Las Trumien i chyba nie muszę Wam mówić, której formacji słucha mi się lepiej, nawet abstrahując od całkiem innej stylistyki?
No ale było nie było, Rtęć też daje radę. Choć przyznam się Wam, że nie za wiele fragmentów zostaje mi tutaj w pamięci – poza wymienionym już piątym numerem o długaśnym tytule i może jeszcze paroma fragmentami. Trudno mi też określić, czy ta muzyka przekona black metalowych ortodoksów (oczywiście zdaję sobie sprawę, że to wcale nie jest grupa docelowa Wrocławian), podejrzewam że nawet nie spojrzą oni w stronę „Martwimy”. No trudno.
Jak na mój gust – EPka z gatunku solidnych, ale nie szałowych. Wystarcza na kilka – kilkanaście odsłuchów, podejrzewam też że może zyskać w wykonaniu koncertowym. Wszak ten black/punkowy drive stworzony jest do występów na żywca. Może kiedyś się przekonam osobiście.
https://www.arcadian-industry.com/en/home
https://www.facebook.com/rtecmetal





