Wydawca: Dark Descent Productions
Nie wiem, skąd w tych Finach taka chęć udowadniania światu, że obecnie mają jedną z najlepszych ekstremalnych scen death metalowych, ale mnie to pasuje. Dzięki temu pojawiają się takie krążki jak „Conduit”.
A stoi za nim kwartet Proscription. Kapela, która w swoich szeregach skupia muzyków Lantern czy Excommunion nie może przecież wypuszczać byle czego, nawet jeśli ma zaledwie trzy lata stażu na scenie. „Conduit” to dziewięć mrocznych, ciężkich death metalowych kompozycji. I niby kusi człowieka, żeby wszystko uprościć i powiedzieć, że „typowy fiński death metal”, ale jednak nie byłaby to prawda, zaś prawda Was wyzwoli, pamiętajcie. Są tu co prawda punkty styczne, jak miażdżące ściany gitar, czy głębokie, ciężkie growle. Równocześnie mamy tu trochę black metalowych elementów, mamy trochę ciekawych riffów, przywodzących na myśl dokonania choćby Bölzer. Proscription nie stroni też od solówek, wijących się jak wąż w Edenie. Pomimo zasłuchiwania się w „Conduit” już od jakiegoś czasu, nie umiem wyłapać jakichś totalnych zrzynek – ten krążek jest po prostu już dojrzałym dziełem. A pamiętajcie, że to mimo wszystko debiutancka płyta Finów. Z drugiej strony wspomniany już skład zespołu gwarantuje, iż muzyka będzie stała tutaj na najwyższym poziomie. Tak też jest – „Conduit” wciąga, jednak pragnę zaznaczyć, że to nie jest płyta, którą poznacie na wylot po pierwszym przesłuchaniu. Należy poświęcić jej więcej czasu niż typowej oldschool death metalowej produkcji. Raczej nie przewiduję tutaj też, że ktoś będzie się nudził słuchając tych nagrań, ale patrząc na to z drugiej strony – te kawałki są dość mocno podobne do siebie, więc pewne poczucie monotonii może się tu wkraść. W moim przypadku zależy to raczej od dnia i nastawienia – a i to jest raczej rzadki przypadek. W mojej opinii to jeden z lepszych death metalowych krążków wydanych w tym roku Może jeszcze nie jest to moje osobiste podium, ale na pewno ciekawy i bardzo dobry album, któremu poświęcę jeszcze wiele przesłuchań.
Aha, skoro już im kadzę – okładka też mi się podoba, ma w sobie coś tajemniczego i nie jest zarazem kolejną wariacją na temat czaszek, kielichów i okultystyczych symboli.
Ocena: 8/10
Tracklist:




